Październikowe,
smutne dni mijały szybko. Drużyna quidditcha skompletowała się. Dołączyły do
niej nowe talenty : Dorcas Meadowes, jako ścigająca i George Pallis, jako
pałkarz. James był zadowolony. Drużyna była naprawdę dobra i nie miał
najmniejszych wątpliwości, że wygrają listopadowy mecz ze Ślizgonami. Dryżyna
teraz często przesiadywała razem w pokoju wspólnym omawiając taktykę. Syriusz
przysiadał się do nich i żartował z nimi głośno oraz doradzał w taktyce.
Lupin
był trochę przygnębiony. Ciążyła mu jego przypadłość, która nieubłaganie dawała
o sobie znać co dwadzieścia osiem dni.
Po
deszczowym, smutnym październiku zaczął się zimniejszy listopad i teraz wszyscy
z niecierpliwością wyczekiwali na pierwszy, w tym sezonie, mecz quidditcha,
który miał mieć miejsce w drugim tygodniu miesiąca. Drużyna ćwiczyła teraz
codziennie, mimo niskiej temperatury i James co dzień wracał zmęczony i
ubłocony, ale szczęśliwy mówiąc, że drużyna jest naprawdę dobra.
Dwa
dni przed meczem siedział w dormitorium ponownie ekscytując się starciem ze
Ślizgonami i zdawał się nie zauważać ponurych min Syriusza i Lupin. Remus nagle
oświadczył, że musi położyć się spać, przerywając Jamesowi wykład na temat
drużyny.
-Żartujesz?
Dzisiaj balanga u dziewczyn! Czekają na nas! – krzyknął oburzony James.
-Nie
idę z wami, jestem zmęczony – odparł smętnie.
Syriusz
wyszedł z dormitorium, a Rogacz, nieco zdziwiony, za nim. Kiedy odeszli kawałek, Syriusz
przystanął gwałtownie.
-Idioto,
wiesz który dzisiaj jest? – zapytał Syriusz.
-No
jasne! Dziesiąty listopada – odparł nieco urażony Rogacz.
-No
właśnie, a zerkałeś na fazę księżyca, wczoraj za astronomii?
James
zaniemówił. Po chwili otrząsnął się.
-A
więc pełnia – odrzekł.
-A
więc pełnia – powtórzył zniecierpliwiony Łapa.
-Lupina
nie będzie na meczu.
-Tak
i naprawdę mu tego nie zazdroszczę – wzdrygnął się i objął ramionami.
-Nie
chce mi się jeszcze spać – powiedział nagle.
-Nie
idziesz na imprezę?
-Nie,
ten pajac, Burnawer się wkręcił i nie chcę mi się z nim gadać. Ani na niego
patrzeć. Zamierzałem wyciągnąć Lupina, bo tam będzie na dziewczyna z kółka
gargulców i… no wiesz – spojrzał na niego znacząco – No, ale skoro Remus nie
idzie, to chyba możemy sobie odpuścić. Chce ci się poćwiczyć?
-Zamieniane
w animaga?
-No,
a co innego?
-Brakuje
nam informacji… chodźmy do działu ksiąg zakazanych. W zeszłym roku była tam
taka naprawdę dobra książka. Kiedy przemieniałem się w lecie dotarło do mnie,
że jeśli już nauczymy się przemieniać, to nie wiemy jak odzyskać swoją dawną
postać.
-Dobra…
Syriuszu, dobrze się czujesz?
-Niezbyt,
jestem przeziębiony i strasznie nawala mnie głowa, ale nie chce zostać w
skrzydle szpitalnym na noc, bo nie wypuszczą mnie na mecz.
***
-Masz
ją? – zapytał James po kilkunastu minutach poszukiwań w dziale ksiąg
zakazanych.
Syriusz,
wyciągał właśnie jakąś starą księgę.
-Nie,
to jednak nie ta. Pamiętam, że tamta miała zieloną okładkę i pierwsza literka
tytułu z boku książki była niewidoczna.
-Mam!
- prawie krzyknął James, który wpatrywał
się w piąty rząd książek, skąd wystawała duża, zielona książka.
-Poczekaj,
nie wiemy, czy nie jest zaczarowana jakąś klątwą.
Syriusz
wyciągnął ku niej różdżkę i wymamrotał jakieś zaklęcie. Kilka książek z rzędu
wysunęły się do przodu, ale ta o którą
im chodziło, pozostała na miejscu.
-Dobra,
nie ma klątwy. Accio książka –
powiedział James, a ciężki podręcznik wylądował na jego rękach.
Usiedli
przy nim i zaczęli wertować książkę.
-Ok.,
czyli trzeba ponownie zaczął przemianę, ale w odwrotnej kolejności.
-To
trudne! – jęknął James czytając długi opis przemiany.
-W
końcu to opanujemy, a wtedy nie będzie to sprawiać aż takiej trudności,
zobaczysz –przekonywał Syriusz.
-Wiedziałeś,
że jeśli jesteś uczulony za sierść i przemienisz się w animaga to do końca
życia zostanie ci ogon? – zapytał zaskoczony James – Albo, że jeśli będziesz
się przemieniał w czasie biegu, to nie możesz machać ogonem, bo możesz
uszkodzić kręgosłup – przerzucił stronę – Błeee… ta kobieta pomyliła kolejność
podczas przemieniania, spójrz gdzie ma rękę…
Syriusz
zatrzasnął gwałtownie książkę i wyrwał ją z rąk Jamesa, po czym odłożył na
miejsce. Naciągnęli na siebie pelerynę niewidkę.
Zatrzymali się w jakiejś pustej klasie i
zdjęli szaty, oraz buty.
-Ty
pierwszy – powiedział Łapa do Rogacza.
James
chwycił różdżkę, zamknął oczy i powiedział w myślach zaklęcia skupiając się na
poszczególnych częściach ciała. Jego kończyny zamieniły się w badyle, a twarz zaczęła
przybierać zwierzęcy wyraz.
W
tym momencie przemienianie zatrzymało się, a James upadł na podłogę w swojej
ludzkiej postaci. Dyszał ciężko.
-Wszystko
ok.?
-Tak…
tylko trochę… bolało.
Syriusz
podniósł go za łokieć i posadził na krześle.
-Odpocznij
chwilę. Teraz moja kolej.
Syriuszowi
wyszło znacznie lepiej. Stanął na czterech łapach będąc już prawie psem, ale
wszystko cofnęło się i upadł na kolana.
-Suuuper,
wyglądało odjazdowo – powiedział zafascynowany Rogacz.
-Zawsze
wyglądam odjazdowo.
-Jako
pies bardziej mi się podobasz – wyznał James.
-Ja
za to w jeleniach nie gustuje. Próbujesz jeszcze raz? – zapytał.
-Tak,
choć pewnie już mi nie wyjdzie tak dobrze.
Wstał
i powtarzał zaklęcie skupiając się na nowo na swoich nogach, rękach, piersi i
głowie.
Nagle
poczuł ból w klatce piersiowej. Z nerwów pomylił zaklęcia. Uniósł się nad
ziemię i z impetem uderzył w szafkę z książkami. Upadł ziemie, a ciężkie
tomiska spadły na niego.
-Jezu…
James! – Syriusz podbiegł do niego i drżącą rękom usunął książki za pomocą
różdżki.
James
miał twarz wykrzywioną od bólu i jęczał cicho.
-Choć
do skrzydła szpitalnego – zdecydował Syriusz.
Złapał
go za dłoń i pomógł wstać, co wyraźnie sprawiło koledze ból. Łapa zarzucił
sobie jego rękę na kark i zaczął prowadzić go powoli ku wyjściu z sali.
W
skrzydle szpitalnym pani Strauss przeraziła się widząc Jamesa w takim stanie.
Natychmiast zajęła się nim.
-Coś
ty znowu narozrabiał? – zapytała zaniepokojona. Zawsze bardzo go lubiła, bo
często zajmował ją rozmową, kiedy odwiedzał skrzydło szpitalne z różnych
przyczyn. – Mówiłam ci Słonko, żebyś bardziej na siebie uważał. – powiedziała
surowo
-Stało
mu się coś poważnego? – zapytał Syriusz widząc, że lekarka sadza jego
przyjaciela na łóżku i daje jakiś eliksir.
-Nie
wiem Żabko, wydaje mi się, że nie ale co się właściwie stało?
Syriusz
zawahał się.
-No…
uderzył w biblioteczkę i upadły na niego książki.
-Auuu…
- wymsknęło się z ust Rogacza, kiedy pani Strauss nacisnęła na jego brzuch.
-W
każdym razie musi zostać tu na noc. Zmykaj do pokoju, bo zaraz naskarżę
nauczycielom, że jesteście po za swoim domem po ciszy nocnej.
Syriusz
uśmiechnął się do niej niemrawo, poklepał Jamesa po ramieniu i wyszedł.
***
Kiedy
opowiedział co się stało przyjacielem nie kryli oburzenia.
-Jesteście
nieodpowiedzialni – powiedział mu zmartwiony Remus – Powinieneś się cieszyć, że
nie skończyło się to gorzej!
-Przecież
pojutrze mecz… - jęknął Glizdogon. – On MUSI zagrać.
-Wiem
przecież – odpowiedział z westchnięciem, zrezygnowany Łapa.
Lupin
już otworzył usta, aby powiedzieć coś więcej, kiedy podirytowany Syriusz krzyknął.
-A
co, to tylko moja wina?! Skąd mieliśmy wiedzieć, że uderzy w biblioteczkę?
Lupin
zrozumiał, że nie powinien oskarżać Syriusza, bo podobna rzecz mogłaby się
zdarzyć, również kiedy on by stał obok.
-Jak
to się w ogóle stało? – zapytał tym razem spokojniej.
Czuł
się odpowiedzialny za swoich kolegów. To dla niego chcieli się nauczyć
przemieniać w zwierzęta, aby muc towarzyszyć mu podczas jego co miesięcznych
przemian.
-Chyba
coś mu nie wyszło i pomylił zaklęcia.
W
tym momencie po dormitorium wbiegły jakieś rozchichotane dziewczyny.
-Dlaczego
nie ma was na imprezie? – zapytała nieśmiało jedna z nich.
-Niestety
nie będzie nas, Piękna – odpowiedział Syriusz.
Dziewczyna
spłonęła rumieńcem, słysząc słowa przystojnego Gryfona.
-A
gdzie jest James? – zapytała druga.
-Powinien
zaraz wrócić – odpowiedział szybko Black – Poszedł się przejść.
Dziewczyny
zrobiły rozczarowane miny.
-A
ty dlaczego nie przyjdziesz?
-Filtch
dał mi szlaban na piwo kremowe – zażartował Syriusz.
***
-I
jak, będziesz mógł grać? – zapytał Remus stojąc nad łóżkiem Jamesa w skrzydle
szpitalnym.
-Tak,
będę mógł – odpowiedział nieco zirytowany James. – Przed chwilą była tu Juliet…
kiedy krzyczała, zrobiła się strasznie czerwona. Zanim zdążyłem cokolwiek
powiedzieć już się rozdarła. Wiesz, jest w tym roku kapitanem i to ona jest
odpowiedzialna za wygraną. A McGonagal jest nową opiekunką domu i bardzo na nią
napiera…
Siedzieli
przez chwilę w milczeniu. W ich przyjaźni najpiękniejsze było to, że
zmartwienie jednego z nich, było zmartwieniem całej czwórki.
-Kiedy
wychodzisz? – zapytał Peter.
-Dzisiaj
wieczorem. Namówiłem panią Strauss, żeby mi pozwoliła wyjść i przespać się w
swoim łóżku przed jutrzejszym meczem.
***
Kiedy
wieczorem opuścił skrzydło szpitalne i szedł do wieży Gryffindoru, spotkał po
drodze Lily.
-Jak
tam? – zagadnął.
Spojrzała
na niego na chwilę.
-Znowu
szukałeś guza? – zapytała chłodno. – Podobno byłeś w Skrzydle Szpitalnym.
-Sam
mnie znalazł.
-Zawsze
znajduje.
-Flirtujesz
ze mną? – zapytał słodkim głosem.
Lily
prychnęła pogardliwie.
-Chciałbyś…
-Będziesz
jutro na meczu? – zapytał.
Odwróciła
się i odeszła nie zaszczycając go odpowiedzią.
-Milutka…
- prychnął James.
Ku
jego zaskoczeniu, mimo że była już dość daleko, Lily usłyszała to i odwróciła
się do niego, ale James nie chciał już dalej się z nią wspierać, więc odszedł.
Lily
ogarnęły wyrzuty sumienia. Może rzeczywiście powinna być dla niego trochę
milsza?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz