Lily
-Jak ty to robisz Ruda, że czujesz się tak… dobrze? –
zapytała Armanda, która cały dzień, po za krótką przerwą na obiad, spędziła w
łóżku. Jej brak makijażu i nieuczesane włosy, były dowodem na to, że musiała
naprawdę źle się czuć.
-Właśnie – zawtórowała jej Mary, patrząc na Lily spuchniętymi
oczami. Ona także większość dnia spędziła w łóżku.
Lily przeciągnęła szczotką po swoich długich, rudych
włosach. Choć rano obudziła się z takim samym kacem, jak jej przyjaciółki,
teraz czuła się zupełnie dobrze. A wszystko dzięki kilku łykom prostego
eliksiru, zrobionego z mięty i kilku innych składników, który wspaniale łagodził
skutki alkoholu. Mogłaby podzielić się nim ze swoimi przyjaciółkami,
oszczędzając im cierpień, jednak, choć im tego nie powiedziała, była na nie tak
zła za to, w co wplątały ją wczoraj.
-Idę do biblioteki, muszę napisać esej na zielarstwo.
ŚPIJCIE DOBRZE – wydarła się, na co dziewczyny jęknęły głośno zakrywając uszy
dłońmi. Lily wyjęła ze swojego kufra buteleczkę z elikrem i rzuciła ją na łóżko
Mary, po czym wyszła z pokoju.
W pokoju wspólnym zobaczyła skrzywioną Dorcas, grającą w
szachy ze swoim chłopakiem. Lily zignorowała obecność Krukona w wieży
Gryffindoru i ukradkiem rozejrzała się na boki. Odetchnęła z ulgą, upewniwszy
się, że teren wolny jest od huncwotów.
„Nie możesz choć raz wyluzować?”
Myślała, że ludzie nie pamiętają tego, co robili będąc pijanym.
Jednak ona dobrze pamiętała taniec z Syriuszem. Wiedziała, że to w sumie nic
takiego – ot zwykły taniec. A poza tym, Syriusz pewnie nawet tego nie pamięta.
Tańczył przecież z wieloma dziewczynami, a ona była równie nic nie znacząca,
jak pozostałe. Mimo to czuła się jak kompletna idiotka.
Była zła na swoje koleżanki, za to że to one namówiły ją na
imprezę. Nie doj że przytulała wczoraj Syriusza, to jeszcze jako jeden z
prefektów dostała burę od profesor McGonagall, która zawsze bardzo ją lubiła.
Dlatego nie podzieliła się z nimi eliksirem z mięty, który złagodził skutki
kaca, tak że mogła normalnie funkcjonować. Niech cierpią.
Przeszła przez dziurę w portrecie i udała się do biblioteki,
gdzie znalazłszy kilka odpowiednich książek zielarskich, zabrała się za esej.
W pewnym momencie poczuła, że ktoś się jej przygląda.
Podniosła głowę, napotykając na wzrok Severusa, który speszony tym, że
zauważyła jak jej się przygląda z powrotem pochylił głowę nad pracą domową.
Obok niego siedziało kilka gburowatych typków. Lily znała imię tylko jednego z
nich, Zacka który wraz ze swoimi kolegami w zeszłym roku rzucił okropną klątwę
na jedną z jej przyjaciółek, Mary, przez którą ta ledwo szła z życiem. Poczuła
wzbierający się w niej gniew. Jak jej Sev mógł przyjaźnić się z takimi typami?
Zack uśmiechnął się do niej wrednie, zdając sobie sprawę jak
bardzo ta go nienawidzi. Zapragnęła zrobić mu krzywdę. Jednak rozsądek szybko
wziął nad nią górę. Dokończyła ostatnie dwa zdania eseju, zaklęciem odesłała
książki na miejsce i szybkim krokiem opuściła bibliotekę.
Po kilkunastu metrach zatrzymała się jednak. Była już za
kwadrans dziewiąta! Jeśli w porę nie udadzą się do swojego domu, jako prefekt,
będzie mogła ich złapać i dać im szlabany!
Przyczaiła się więc w jakimś bocznym korytarzyku i czekała.
Stojąc w zimnym i ciemnym zaułku, czuła lekki dreszczyk emocji. Po jakiś
dziesięciu minutach bibliotekarka wygoniła chłopaków. Ci przeszli obok
korytarza, na którym się schowała i zaczęli wspinać się schodami z górę. Ha! To
nie była droga prowadząca do Slytherinu!
Lily rzuciła zaklęcie wyciszające za swoje buty i ruszyła za
nimi, zachowując bezpieczną odległość. Czuła się niemal jak bohaterka jakiegoś
filmu detektywistycznego. Ona była rudą policjantką, która…
Czwórka dotarła na szczyt schodów. Znajdowali się teraz w
niewykorzystanej części zamku, gdzie szansa spotkania kogoś, poza duchami i
postaciami z portretów była naprawdę niewielka.
-Tu będzie dobrze – odezwał się najwyższy z nich.
Snape stał z dłonią schowaną w kieszeni. To tam trzymał
swoją różdżkę.
-Co chciałeś nam powiedzieć, Terry? – zapytał szeptem.
Lily, chowająca się za zbroją, stojącą u szczytu schodów
wytężyła słuch. Jednak chłopak nazwany Terry’m mówił tak cicho, że nie mogła go
usłyszeć.
-… ale kiedy? – zapytał Eric.
Terry zaczął powoli zbliżać się do schodów.
-Dopiero po Nowym Roku.
-Ale Czarny Pan… osobiście? –zapytał Eric.
Lily zamarła w bezruchu. Czarny Pan?! Zaczęła szybciej
nabierać powietrze, a jej puls przyśpieszył.
„Uspokój się!” ganiła się w myślach. Gdyby ją usłyszeli i
znaleźli, mogłaby znaleźć się naprawdę w śmiertelnie groźnej sytuacji.
-Osobiście – powtórzył Snape stając tuż obok jej kryjówki. Jego podniecony głos długo dźwięczał w jej
głowie.
***
Pokój wspólny przemierzyła prawie biegiem i wpadła do
swojego dormitorium, czując taki szok i rozpacz, że nie była w stanie zrobić
nic innego, jak rzucić się na łóżko i utopić twarz, po której spływały łzy w
poduszce.
***
Dobrą godzinę później jej przyjaciółki wróciły do pokoju.
Szybko zamknęła się w łazience, zanim te zobaczyły, że coś jest nie w porządku.
A więc jej dawny przyjaciel, ten sam z którym bawiła się w
dzieciństwie, chce zostać śmierciożercą. Tak się ucieszył, kiedy się dowiedział
że ten osobiście… co dokładnie to nie wiedziała, ale to nie miało znaczenia.
Już wcześniej to podejrzewała. Widziała przecież z jakimi typami się przyjaźni,
jednak wciąż wmawiała sobie że Sev jest dobry, nie słuchając swoich
przyjaciółek. Ale dzisiaj dowiedziała się prawdy i musi się z tym pogodzić.
Severus Snape już nigdy nie będzie jej bliski.
***
Kiedy wyszła z łazienki, jej przyjaciółki umilkły i pojrzały
na nią z pewną obawą.
-Co się stało? – zapytała Mary, najwrażliwsza i najbardziej
współczująca z całej czwórki.
-Twoja poduszka jest mokra – Dorcas odpowiedziała na jej
nienadane pytanie.
Lily wzięła głęboki oddech i usiadła na łóżku. Nie lubiła
opowiadać o swoich problemach, ale tym razem rady przyjaciółek mogły jej pomóc.
-Chodzi o Jamesa? – zapytała Mary.
-To chyba oczywiste… - powiedziała Andromeda.
Mimo przybicia, Lily wywróciła oczami.
-Ten jeden raz nie. Chodzi o Sev’a – zamilkła czekając na
ich reakcję.
Mina Dorcas z obojętnej zmieniła się na bardziej złą. Mary i
Andromeda wymieniły porozumiewawcze spojrzenie.
-Co ten gnojek znowu zrobił?
-Widziałam go w bibliotece z okropnymi typami, a potem
śledziłam z ukrycia… - dziewczyny wytrzeszczyły na nią oczy – i słyszałam jak
mówią o… Voldemorcie. – wyrzuciła z siebie.
-Co zrobiłaś?! – krzyknęła Andromeda. – Jezu, jaka ty jesteś…
nie powinnaś łazić za takimi typami!
Lily już otwierała usta, aby podjąć kłótnię, jednak Dorcas
weszła między dziewczyny.
-Co mówili? – Jej ojciec był aurorem i w domu wciąż opowiadał
okropne historie o poplecznikach Czarnego Pana. W dodatku z rąk śmierciożerców straciła
swoją starszą kuzynkę. Dorkas nienawidziła Voldemorta całym sercem.
-Niewiele – Lily pokręciła głową. – Tylko tyle, że Czarny
Pan zrobi coś osobiście po Nowym Roku. A Snape był zachwycony – dodała z
wyrzutem.
-Nie mów, że nie miałaś co do niego podejrzeń. Aa teraz
wiesz już na pewno, po czyjej stoi stronie. I dlatego nie wolno ci się do niego
zbliżać.
-Musi zostać skreślony – wyszeptała Ruda.
-Cieszę się, że to zrozumiałaś – powiedziała poważnie
Andromeda.