-To
trochę niesprawiedliwe – powiedział Remus, kiedy siedzieli wieczorem przy
kominku, w pokoju wspólnym. – Przyjąłeś do drużyny Tobiasa, dlatego że jest
znajomym ścigającej!
-Bramkarza
– poprawił do James. – Przyjąłem go dlatego, że jest dobry, a nie dlatego że
ona się z nim przyjaźni.
-Ale
innym nie dałeś nawet szansy! Wszyscy gadają, że do drużyny ludzie dostają się
wyłącznie dzięki znajomością. I uważam, że mają rację.
-Żeby
dostać się do drużyny trzeba być przede wszystkim dobrym, ale trzeba wziąć pod
uwagę również fajność. Drużyna to elita, musimy być cool. Ten nowy gościu jest i dobry i fajny, więc się dostał.
-Ale,
to po prostu NIESPRAWIEDLIWE – powiedział Lupin.
James
założył dłonie za głowę i oparł się wygodnie w fotelu.
-No
cóż, tak to już jest, że życie nie jest sprawiedliwe – oznajmił i ziewnął
potężnie.
-To
co, imprezka? – zaproponował niepodziewanie Syriusz.
James
wstał gwałtownie.
-Imprezka.
Zawsze. Wszędzie. – wskoczył na stół wrzeszcząc na cały głos ,,IMPREZKA” po
czym pognał w stronę dormitoriów dziewczyn, a kiedy schody zamieniły się w
zjeżdżalnię, chwycił się barierki i wspiął się z jej pomocą na górę, bardzo
przypominając małpkę.
Syriusz,
Peter i Remus patrzyli za nim zdumieni, aż do póki nie zniknął z widoku.
Syriusz pokręcił głową.
-On
jest nienormalny – stwierdził.
-Zrobi
się ciekawie, kiedy opije się ognistą whisky.
Niecałe
pół godziny później pokój wspólny wcale nie przypominał pokoju wspólnego.
Zniknęły wszystkie stoły, zwykle zawalone książkami i pergaminami, a fotele
zostały poodsuwane pod ściany. Po pomieszczeniu latały kolorowe iskry,
oświetlające trochę ciemność panującą w środku, oprócz tego świetleniem był też
zapalający się i niknący fluorescencyjny żółty na suficie. Dodatku na przejście za portretem rzucono
zaklęcie wyciszające, dzięki któremu na korytarzu nie było słychać głośnej
muzyki, która rozgrzewała w całej wieży Gryffindoru.
Na
jedynym pozostawionym stoliku, huncwoci powystawiali piwo kremowe, ognistą
whisky i trochę słodyczy z Miodowego Królestwa. Część z tych rzeczy wzięli z
kuchni, a część była przyniesionymi z ich sypialni zapasami, które co jakiś
czas uzupełniali.
W
pomieszczeniu znajdowało się już wielu uczniów i co chwilę ktoś do nich
dołączał. Większość młodszych uczniów się ulotniło, a niektórzy lubiący takie
imprezy zostali. Huncwoci zawsze starali się wyganiać z ich hucznych imprez
młodszych uczniów, którzy nieraz po raz pierwszy w życiu próbowali napojów
alkoholowych i ściągali przez to na piątkę problemy.
O
20.00 impreza trwała już na dobre. Prefekci z piątej i siódmej klasy, próbowali
interweniować, ale skończyło się jedynie na zamknięciu niektórych małych uczniów
w pokoju i zapieczętowaniem drzwi zaklęciami zamykającymi.
A
co do prefektów z szóstej klasy – Remus w ogóle sobie odpuścił, a Lily pobiegła
prosto do Jamesa i zaczęła na niego głośno krzyczeć, ale jej głos został prawie
całkowicie zagłuszony przez muzykę. W końcu koleżanki zaciągnęły ją do pokoju i
próbowały uspokoić.
-Nie
możesz po prostu wyluzować? – zapytał Andromeda, która własnym ciałem
zasłaniała wyjście z pokoju.
-Chociaż
raz – poprosiła Mary. – To oni będą mieli kłopoty, a nie ty.
-Jestem
prefektem!
-Nie
tylko ty. Lupin sobie nic z tego nie robi.
-Bo
on jest… eh… Nieodpowiedzialny!
-Wcale
nie. Daj spokój – Andromeda wyszła z pokoju i dołączyła do imprezy.
***
Dorcas
podeszła do niej, przepychając się między tańczącymi uczniami i podała jej butelkę
piwa kremowego.
-Wyluzuj
– krzyknęła jej do ucha.
Stanęła
obok niej, ale po chwili została porwana do tańca, przez jakiegoś chłopaka.
Lily wypiła piwo kremowe, jednak ponieważ miało one w sobie niewiele alkoholu,
była niemal całkowicie trzeźwa. W tłumie
mignął jej Potter, tańczący z jakąś dziewczyną, która śmiała się głośno. Lily
chwyciła ognistą whisky i wzięła mały łyczek. A potem kolejny.
***
Syriusz
świetnie się bawił. Ta impreza była chyba najlepsza ze wszystkich, jakie
kiedykolwiek przygotowali. Co chwila tańczył z jakąś dziewczyną. Właśnie
zobaczył w tłumie jakąś ładną, trochę młodszą dziewczynę z kręconymi włosami.
Podszedł do niej, tanecznym krokiem i objął od tyłu. Ona zachichotała i po
chwili zaczęli tańczyć, trzymając się za ręce. Potem wypili jeszcze trochę
whisky i znów tańczyli. Nagle dziewczyna przystanęła i wyrwała się z jego
objęć. Nawet w tak kiepskim oświetleniu, jakie było wokół, Syriusz zauważył że
jest zbyt blada. Dziewczyna wychyliła się na bok i zwymiotowała. Łapa
zachichotał cicho.
-Ohyda
– powiedział sam do siei, szeroko się uśmiechając.
***
James
był już kompletnie pijany. Kręciło mu się w głowie i nie mógł złapać równowagi,
kiedy stawał na jednej nodze, ale czuł się cudownie lekko i szczęśliwie. Wszystko
wokół wydawało mu się śmieszne. I ta dziewczyna, Sara, albo Sandra, a może
Samanta… nie mógł sobie teraz przypomnieć, ale czy to ważne? W każdym razie
kręciła się za nim od początku roku. Trzepotała rzęsami, zagadywał na
przerwach, a teraz wirowała wokół niego. Porwał ją w objęcia i pocałował.
***
Nie
wiedziała ile minęło czasu. Było naprawdę fajnie. Tańczyła w tłumie, zdając
sobie sprawę że nie jest trzeźwa, ale teraz nie obchodziło jej to. Nagle przed
nią pojawił się Syriusz. Uśmiechając się pokazywał swoje ładne, proste zęby, a
proste, przydługie włosy opadały mu na czoło. Wyglądał naprawę dobrze i zdawał
się być miły. Kiedy wyciągnął do niej dłonie, bez wahania chwyciła je. Dlaczego
nigdy wcześniej nie zauważyła, że on jest taki uroczy?
***
Impreza
trwała przez dobre parę godzin i całe szczęście, że zaklęcie wyciszające było
dobre, bo inaczej z pewnością przybyłaby tu opiekunka domu. Szóstoklasiści
świetnie się bawili, choć pewne było, że następnego dnia będą to ciężko
odchorowywać. W końcu wszyscy zaczęli się powoli ulatniać i w końcu muzyka
ucichła.
***
James
obudził się rano ze strasznym bólem głowy. Jego powieki były potwornie ciężkie.
Podjął próbę otworzenia ich, ale światło oślepiło go, więc ponownie je zamknął.
Zajęczał głośno. Spróbował obrócić się na bok, ale uświadomił sobie że na jego
brzuchu coś leży. Coś włochatego i ciężkiego. Wzdrygnąć się gwałtownie i usiadł
a leżąca na jego brzuchu głowa dziewczyna, razem z resztą ciał zsunęła się na
ziemię. Dziewczyna wybełkotała coś niewyraźnie i znowu zasnęła. James wstał i
ruszył chwiejnie przed siebie. Leżeli na podłodze, na korytarzu przed
dormitoriami chłopaków. Wszystko go bolało i strasznie się lepił, jakby taplał
się po wylanym kremowym piwie. Podniósł bluzkę i powąchał ją. Pachniała kremowym
piwem. Wszedł do swojego dormitorium, mrużąc oczy i starając się nie myśleć o
potwornym bólu głowy. Odkrył, że jest tu sporo ludzi, którzy normalnie tu nie
mieszkają. Próbował ominąć leżące na ziemi ciało, ale zachwiał się i nadepnął
na czyjąś dłoń.
-Auu
– zajęczał Glizek.
Ale
James nie przejął się tym zbytnio. Wlazł na swoje łóżko, na którym leżał
Syriusz i klęcząc na nim, zaciągnął
kotary łóżka, żeby zrobiło się trochę ciemniej. Położył się obok przyjaciela i
zamknął oczy.
***
Tymczasem
pewna szóstoklasistka, z długimi blond włosami, zwlokła się z łóżka, czując że
w ustach ma koszmarnie sucho i że lekko boli ją głowa. Napiła się trochę wody,
wciągnął na koszulę nocną jeansy i bluzę, po czym zeszła do pokoju wspólnego.
Wyglądał bardzo źle. Śmierdziało tu wymiocinami i potem, wszędzie walały się
puste butelki, sufit nadal był żółty, fotele nie na miejscu, a stołów w ogóle
nie było.
Przeraziła
się nie na żarty. Przecież lada chwila może zjawić się profesor McGonagall,
zaniepokojona, że tak wielu uczniów nie przyszło na niedzielne śniadanie.
Wyciągnęła z jeansów różdżkę i wzięła się do roboty.
***
Eva
Monis z pewnością uratowała huncwotom tyłek. Zresztą nie tylko huncwotom ale
również wielu innym uczniom. Posprzątała pokój wspólny, schody i korytarze. Nie
mogła jedynie znaleźć stołów, bo nie miała najmniejszego pojęcia, co chłopcy
mogli z nimi zrobić. Zgodnie z jej przewidywaniami profesor McGonagall wpadła
do wieży Gryffindoru zaraz po śniadaniu, jako że nie było na niej prawie nikogo
ze starszym klas jej domu. Zdziwiła się widząc, że nie ma tu stołów, ani
żadnego ucznia. Od razu skierowała się do pokoju huncwotów.
Z
rozmachem otworzyła drzwi, uderzając nimi leżącego na ziemi Petera.
-Co
pan robi na ziemi, panie Pettigrew? – zapytała. Zaraz potem oniemiała, widząc
że w tym pokoju znajduje się prawie trzy razy więcej uczniów, niż powinno.
-Co
tu się dzieje? – zapytała rozeźlona.
Wszyscy,
którzy od dłuższego czasu nie spali, ale nie mieli siły podnieść się z łóżek (i
podłogi) natychmiast oprzytomnieli i wstali, albo chociaż podnieśli się do
pozycji siedzącej.
-Panie
Black, dlaczego leży pan w łóżku z Potterem? – zapytała. Syriusz spojrzał w
bok, na Jamesa na co obaj wybuchli śmiechem, nie mogąc się opanować. – I co… WY
WSZYSCY tu robicie?
-Oni
bali się burzy, prze pani i do nas przyszli – powiedział całkiem poważnie
Syriusz.
Usta
pani profesor zacisnęły się niebezpiecznie.
-Cuchnie
tu alkoholem – oznajmiła. – Proszę prędko doprowadzić się do porządku, bo zaraz
tu wrócę – oznajmiła złowieszczo i wyszła.
Jeśli
huncwoci widzieli kiedyś profesor McGonagall tak bardzo złą, to nie pamiętali
tego. Obeszła prawie wszystkie pokoje i zorientowała się że wielu uczniów jest
najzwyczajniej w świecie na kacu. Część znajdował się też w pokojach innej
płci, co było stanowczo zakazane. Odjęła swojemu domowi rekordową liczbę
punktów, ale nie mogła ukarać wszystkich szlabanem. Zwołała się wszystkich
prefektów i głośno na nich nakrzyczała. Była tak zła na Jamesa i Syriusza, że
Black szepnął koledze, że chyba chce zamknąć ich do końca życia w celi
azkabanu. Niestety nauczycielka usłyszała to i zezłościła się jeszcze bardziej.
Chciała dać im szlaban do końca roku, ale dyrektor Dumbledore, choć również
zły, przekonał ją, że w zasadzie to nie może tak surowo oceniać tej dwójki, bo
przecież nie wie, czy to oni zorganizowali wszystko, a nawet jeśli to winnych i
tak jest wiele więcej.
Przez
kolejne dwa tygodnie temat imprezy stał się niezwykle popularny wśród uczniów
Hogwartu. Syriusz słyszał jak jakiś Krukon uskarżał się głośno w Wielkiej Sali
na to, że w ich domu nikt nie urządza imprez, a kiedy ktoś choćby głośno się
śmieje w Pokoju Wspólnym, zaraz jest uciszany przez uczących się kolegów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz