niedziela, 4 października 2015

KLASA SZÓSTA Rozdział 9 Prawda

Lily

-Jak ty to robisz Ruda, że czujesz się tak… dobrze? – zapytała Armanda, która cały dzień, po za krótką przerwą na obiad, spędziła w łóżku. Jej brak makijażu i nieuczesane włosy, były dowodem na to, że musiała naprawdę źle się czuć.
-Właśnie – zawtórowała jej Mary, patrząc na Lily spuchniętymi oczami. Ona także większość dnia spędziła w łóżku.
Lily przeciągnęła szczotką po swoich długich, rudych włosach. Choć rano obudziła się z takim samym kacem, jak jej przyjaciółki, teraz czuła się zupełnie dobrze. A wszystko dzięki kilku łykom prostego eliksiru, zrobionego z mięty i kilku innych składników, który wspaniale łagodził skutki alkoholu. Mogłaby podzielić się nim ze swoimi przyjaciółkami, oszczędzając im cierpień, jednak, choć im tego nie powiedziała, była na nie tak zła za to, w co wplątały ją wczoraj.
-Idę do biblioteki, muszę napisać esej na zielarstwo. ŚPIJCIE DOBRZE – wydarła się, na co dziewczyny jęknęły głośno zakrywając uszy dłońmi. Lily wyjęła ze swojego kufra buteleczkę z elikrem i rzuciła ją na łóżko Mary, po czym wyszła z pokoju.
W pokoju wspólnym zobaczyła skrzywioną Dorcas, grającą w szachy ze swoim chłopakiem. Lily zignorowała obecność Krukona w wieży Gryffindoru i ukradkiem rozejrzała się na boki. Odetchnęła z ulgą, upewniwszy się, że teren wolny jest od huncwotów.
„Nie możesz choć raz wyluzować?”
Myślała, że ludzie nie pamiętają tego, co robili będąc pijanym. Jednak ona dobrze pamiętała taniec z Syriuszem. Wiedziała, że to w sumie nic takiego – ot zwykły taniec. A poza tym, Syriusz pewnie nawet tego nie pamięta. Tańczył przecież z wieloma dziewczynami, a ona była równie nic nie znacząca, jak pozostałe. Mimo to czuła się jak kompletna idiotka.
Była zła na swoje koleżanki, za to że to one namówiły ją na imprezę. Nie doj że przytulała wczoraj Syriusza, to jeszcze jako jeden z prefektów dostała burę od profesor McGonagall, która zawsze bardzo ją lubiła. Dlatego nie podzieliła się z nimi eliksirem z mięty, który złagodził skutki kaca, tak że mogła normalnie funkcjonować. Niech cierpią.
Przeszła przez dziurę w portrecie i udała się do biblioteki, gdzie znalazłszy kilka odpowiednich książek zielarskich, zabrała się za esej.
W pewnym momencie poczuła, że ktoś się jej przygląda. Podniosła głowę, napotykając na wzrok Severusa, który speszony tym, że zauważyła jak jej się przygląda z powrotem pochylił głowę nad pracą domową. Obok niego siedziało kilka gburowatych typków. Lily znała imię tylko jednego z nich, Zacka który wraz ze swoimi kolegami w zeszłym roku rzucił okropną klątwę na jedną z jej przyjaciółek, Mary, przez którą ta ledwo szła z życiem. Poczuła wzbierający się w niej gniew. Jak jej Sev mógł przyjaźnić się z takimi typami?
Zack uśmiechnął się do niej wrednie, zdając sobie sprawę jak bardzo ta go nienawidzi. Zapragnęła zrobić mu krzywdę. Jednak rozsądek szybko wziął nad nią górę. Dokończyła ostatnie dwa zdania eseju, zaklęciem odesłała książki na miejsce i szybkim krokiem opuściła bibliotekę.
Po kilkunastu metrach zatrzymała się jednak. Była już za kwadrans dziewiąta! Jeśli w porę nie udadzą się do swojego domu, jako prefekt, będzie mogła ich złapać i dać im szlabany!
Przyczaiła się więc w jakimś bocznym korytarzyku i czekała. Stojąc w zimnym i ciemnym zaułku, czuła lekki dreszczyk emocji. Po jakiś dziesięciu minutach bibliotekarka wygoniła chłopaków. Ci przeszli obok korytarza, na którym się schowała i zaczęli wspinać się schodami z górę. Ha! To nie była droga prowadząca do Slytherinu!
Lily rzuciła zaklęcie wyciszające za swoje buty i ruszyła za nimi, zachowując bezpieczną odległość. Czuła się niemal jak bohaterka jakiegoś filmu detektywistycznego. Ona była rudą policjantką, która…
Czwórka dotarła na szczyt schodów. Znajdowali się teraz w niewykorzystanej części zamku, gdzie szansa spotkania kogoś, poza duchami i postaciami z portretów była naprawdę niewielka.
-Tu będzie dobrze – odezwał się najwyższy z nich.
Snape stał z dłonią schowaną w kieszeni. To tam trzymał swoją różdżkę.
-Co chciałeś nam powiedzieć, Terry? – zapytał szeptem.
Lily, chowająca się za zbroją, stojącą u szczytu schodów wytężyła słuch. Jednak chłopak nazwany Terry’m mówił tak cicho, że nie mogła go usłyszeć.
-… ale kiedy? – zapytał Eric.
Terry zaczął powoli zbliżać się do schodów.
-Dopiero po Nowym Roku.
-Ale Czarny Pan… osobiście? –zapytał Eric.
Lily zamarła w bezruchu. Czarny Pan?! Zaczęła szybciej nabierać powietrze, a jej puls przyśpieszył.
„Uspokój się!” ganiła się w myślach. Gdyby ją usłyszeli i znaleźli, mogłaby znaleźć się naprawdę w śmiertelnie groźnej sytuacji.
-Osobiście – powtórzył Snape stając tuż obok jej kryjówki.  Jego podniecony głos długo dźwięczał w jej głowie.
***
Pokój wspólny przemierzyła prawie biegiem i wpadła do swojego dormitorium, czując taki szok i rozpacz, że nie była w stanie zrobić nic innego, jak rzucić się na łóżko i utopić twarz, po której spływały łzy w poduszce.
***
Dobrą godzinę później jej przyjaciółki wróciły do pokoju. Szybko zamknęła się w łazience, zanim te zobaczyły, że coś jest nie w porządku.
A więc jej dawny przyjaciel, ten sam z którym bawiła się w dzieciństwie, chce zostać śmierciożercą. Tak się ucieszył, kiedy się dowiedział że ten osobiście… co dokładnie to nie wiedziała, ale to nie miało znaczenia. Już wcześniej to podejrzewała. Widziała przecież z jakimi typami się przyjaźni, jednak wciąż wmawiała sobie że Sev jest dobry, nie słuchając swoich przyjaciółek. Ale dzisiaj dowiedziała się prawdy i musi się z tym pogodzić. Severus Snape już nigdy nie będzie jej bliski.
***
Kiedy wyszła z łazienki, jej przyjaciółki umilkły i pojrzały na nią z pewną obawą.
-Co się stało? – zapytała Mary, najwrażliwsza i najbardziej współczująca z całej czwórki.
-Twoja poduszka jest mokra – Dorcas odpowiedziała na jej nienadane pytanie.
Lily wzięła głęboki oddech i usiadła na łóżku. Nie lubiła opowiadać o swoich problemach, ale tym razem rady przyjaciółek mogły jej pomóc.
-Chodzi o Jamesa? – zapytała Mary.
-To chyba oczywiste… - powiedziała Andromeda.
Mimo przybicia, Lily wywróciła oczami.
-Ten jeden raz nie. Chodzi o Sev’a – zamilkła czekając na ich reakcję.
Mina Dorcas z obojętnej zmieniła się na bardziej złą. Mary i Andromeda wymieniły porozumiewawcze spojrzenie.
-Co ten gnojek znowu zrobił?
-Widziałam go w bibliotece z okropnymi typami, a potem śledziłam z ukrycia… - dziewczyny wytrzeszczyły na nią oczy – i słyszałam jak mówią o… Voldemorcie. – wyrzuciła z siebie.
-Co zrobiłaś?! – krzyknęła Andromeda. – Jezu, jaka ty jesteś… nie powinnaś łazić za takimi typami!
Lily już otwierała usta, aby podjąć kłótnię, jednak Dorcas weszła między dziewczyny.
-Co mówili? – Jej ojciec był aurorem i w domu wciąż opowiadał okropne historie o poplecznikach Czarnego Pana. W dodatku z rąk śmierciożerców straciła swoją starszą kuzynkę. Dorkas nienawidziła Voldemorta całym sercem.
-Niewiele – Lily pokręciła głową. – Tylko tyle, że Czarny Pan zrobi coś osobiście po Nowym Roku. A Snape był zachwycony – dodała z wyrzutem.
-Nie mów, że nie miałaś co do niego podejrzeń. Aa teraz wiesz już na pewno, po czyjej stoi stronie. I dlatego nie wolno ci się do niego zbliżać.
-Musi zostać skreślony – wyszeptała Ruda.

-Cieszę się, że to zrozumiałaś – powiedziała poważnie Andromeda. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz