Najpierw zamieszczę opowiadania o klasie piątej, gdzie znajdziecie kilka niewinnych żarcików, później zabiorę się już tak całkiem na poważnie, za szóstą klasę... zresztą zobaczycie!
Miłego czytania :D
Niezapomniana czwórka huncwotów
była bardzo popularna w Hogwarcie. Mała banda której przewodniczyli James
Potter i Syriusz Black pozostawili po sobie liczne zapiski w kartotece pana
Filcha upamiętniające ich wyczyny.
Rozpoczął się piąty rok nauki w
Hogwarcie rocznika 1959/1960.
Na peronie i 9 ¾ na dworcu King
Cross w Londynie był tłum czarodziejów i czarownic, oraz mniej licznych mugoli,
odprowadzających swoje dzieci na dworzec, po wakacjach letnich.
Syriusz Black pchał wózek, na którym
leżał jego kufer, zachowując odpowiednią odległość od swojego brata Regulusa,
który szedł za nim, przy rodzicach. Od trzech lat zawzięcie wypierał się tego,
że łączą ci więzy krwi, kiedy w pobliżu znajdowali się jego znajomi.
Kiedy ich oczom ukazała się barierka
prowadząca na peron, z którego odjeżdżał pociąg do Hogwartu Syriusz poczuł
ogromną radość. Wakacje spędzone w domu były dla niego męczarnią. Rad był, że z
Jamesem odkryli w zeszłym roku, że Ministerstwo Magii nie jest w stanie
stwierdzić użycia czarów nieletniego czarodzieja, kiedy ten nie mieszka z mugolami.
Dzięki temu mógł korzystać z czarów całe dwa miesiące, nie bojąc się
konsekwencji. Dało mu to szereg nowych możliwości.
Zaczął od zmieniania wyglądu
swojego pokoju. Podczas jego nieobecności, rodzice pozdejmowali plakaty, które
powywieszał i wyrzucili je. Po powrocie na letnie wakacje zastąpił je nowymi,
przedstawiającymi motocykle i mugolskie dziewczyny w bikini, których plakaty
znalazł w czasopiśmie swojego ulubionego wujka , jednego z nielicznych
normalnych ludzi w jego rodzinie, z którym zawsze dobrze się dogadywał. Mogąc
posługiwać się różdżką użył zaklęcia trwałego przylepca, dzięki czemu rodzice
nie będą mogli ich w żaden sposób odkleić.
Spojrzał ukradkiem na swoich
rodziców i zobaczył, że zajęci są rozmową ze swoim młodszym synem. Nigdy nie
byli dla Syriusza tak mili, jak dla Regulusa, dlatego że już od małego, jego
przekonania całkowicie różniły się od tych, które wpajali w niego rodzice. Był
upartym dzieckiem, które wiedziało czego chce. Jego młodszy braciszek był
wprost idealnym synem dla swoich rodziców. Brzydził się mugolską krwią,
uwielbiał Slytherin i zawsze był bardzo miły dla swoich rodziców.
Tego lata stosunki między
Syriuszem, a jego rodzicami jeszcze
bardziej się pogorszyły. Być może miało to związek z tym, że na początku lipca wyraził
głośno swoją opinię na temat czystości krwi, przy ciotce Druelli i kuzynkach. W
każdym razie unikali rozmów z nim, a parę razy, kiedy wyprowadził swoją matkę w
równowagi zdawało mu się, że dłoń, która
zaciskała się na różdżce w jej kieszeni zdolna jest do tego, aby użyć przeciw
niemu zaklęcia.
Ale teraz starał się o tym nie
myśleć. Nadszedł utęskniony dzień powrotu do Hogwartu!
Przeszedł przez barierkę i znalazł
się w tłumie nastolatków i ich rodziców. Młodsi z nich ze łzami w oczach
żegnali się z rodzicami, oczekując na moment pierwszego rozstania z nimi, na
całe pół roku.
Zaczął się przeciskać i rozglądać
szukając swoich przyjaciół, bez słowa zostawiając
za sobą ukochaną rodzinkę. Dostrzegł wreszcie Remusa żegnającego się ze swoim wysokim,
poważnym ojcem, który był człowiekiem z godnymi podziwu manierami.
Syriusz nie podszedł do nich. Pomachał
jedynie przyjacielowi, kiedy ten dostrzegł jego spojrzenie. Dziarskim krokiem ruszył
dalej, mijając kolejne postaci. Liczni uczniowie witali się z nim wesoło. Przybijając
mu piątki i uśmiechając się.
Miał na sobie brązową szatę z
podciągniętymi wysoko rękawami. Spod nieco przy długich, ciemnych włosów
odgarniętych w prawą stronę patrzyły szare, wąskie oczy. Miał wystające kości
policzkowe, równe, białe zęby i urocze dołeczki na policzkach, kiedy uśmiechał
się łobuzersko. Miał wysoką i szczupłą
postawę. Szedł dziarskim krokiem, rzucając wokół spojrzenia. Miał w sobie
ekstrawagancki urok, któremu ulegało wiele dziewczyn. Jego nietypowa uroda była
osobliwie fascynująca.
W wakacje bardzo brakowało mu
przyjaciół, szczególnie Jamesa Pottera, który był dla niego jak brat. W ciągu
roku szkolnego spędzali ze sobą prawie cały czas, więc dziwnie czuli się w
domu, tak daleko od siebie.
Nonszalancko oparty o słup, stał
James Potter naprzeciwko swoich rodziców, Dorei i Charlusa, którzy próbowali po
raz ostatni w tym półroczu, porozmawiać z synem. Jednak ten był lekko
rozkojarzony, bo zajęty był wpatrywaniem się w otaczający go tłum szukając
kogoś. Syriusz uśmiechnął się widząc to. Podszedł do niego wciąż szeroko się
uśmiechając.
-Dzień dobry pani Dorei, witam
panie Charliusie – przywitał się.Syriusz lubił rodziców Jamesa. Odwiedził ich
dom w zeszłe wakacje i przekonał się, że są bardzo mili.
-Cześć Skarbie – powiedziała pani
Potter uśmiechając się serdecznie.
-Jak tam pańskie wakacje? –
zagadnął do ojca Jamesa.
-Bardzo dobrze, co nie James?
-Taaak, spędziliśmy dwa tygodnie
w hotelu w Bułgarii, niestety była tam też ciotka Reimi… - James skrzywił się
znacząco.
-Nie mów o niej źle! Jest naprawdę
cudowną kobietą… no może samotność nieco namieszała jej w głowie, ale mimo to
zawsze nam pomaga – skarciła go matka.
James, który najwyraźniej miał
inne zdanie na ten temat, nie odezwał się.
-A gdzie twoi rodzice? – zapytał
Charlus, Syriusza.
-Tam – Black wskazał na rodziców
rozmawiających niedaleko od nich z ciocią Druellą, która odprowadziła na
dworzec swoje dwie najmłodsze córki .
Jej władcze spojrzenie przeniosło
się na chwilę na wskazującego na nią pierworodnego syna. Ale tylko na moment,
bo zaraz potem odwróciła się do nich plecami. Syriuszowi zrobiło się trochę
głupio, ale Dorea poklepała go po ramieniu.
-Nie przejmuj się – powiedziała
cicho. – Lećcie już zająć jakiś przedział, bo zaraz nie będzie już żadnego
wolnego! – dodała patrząc na syna swojego jedynego syna.
Uścisnęła go mocno i pocałowała w
czoło, obdarzyła uśmiechem Syriusza i życzyła im miłego roku szkolnego. Charlus
podał im dłoń na pożegnanie.
-Nie chce w tym roku żadnych sów!
– powiedział do syna, ale w jego głosie nie było złości.
Wtaszczyli swoje kufry do pociągu
i położyli w pierwszym wolnym przedziale, który znaleźli, po czym wyszli na
korytarz aby wypatrywać pozostałą dwójkę przyjaciół. Chwilę po usłyszeli ostatniego
gwizdu pociągu zobaczyli Remusa i Petera, którzy razem zmierzali w ich kierunku.
Pociąg ruszył powoli, opuszczając peron pełen rodziców. Państwo Potter
pomachali swojemu synowi, ale ten stał bokiem do okna zajęty rozmową z Remusem,
więc nie mógł ich zobaczyć. Syriusz widząc to sam im odmachał.
-Pokaż to! – wykrzyknął tymczasem
zaskoczony James – Naprawdę? TY? Chyba stary Dumbledore się pomylił! Tak,
musiał się pomylić…
Syriusz odwrócił się szybko
słysząc podniesiony głos Jamesa i wszedł do przedziału. James wpatrywał się w czerwono-złotą
plakietkę z napisem ”prefekt”, która była przypięta do piersi Remus. Wymienił z
Łapą zaskoczone spojrzenia.
Peter, który zajęty był
wpakowywaniem swojego kufra na wysoką półkę przeklął głośno, kiedy ten z
łoskotem zwalił się na jego stopę, co na chwilę odwróciło uwagę przyjaciół od
odznaki.
-Och, Glizdusiu, Glizdusiu– powiedział wzdychając Syriusz.
Jazda pociągiem minęła im
zaskakująco szybko. Całą drogę opowiadali o swoich wakacjach i dyskutowali o
czekającym ich roku szkolnym, co chwila wybuchając głośny śmiechem, ciesząc
się, że znów mogą być razem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz