wtorek, 10 marca 2015

KLASA PIĄTA Rozdział 1: Początek roku

Mój pierwszy wpis :)
Najpierw zamieszczę opowiadania o klasie piątej, gdzie znajdziecie kilka niewinnych żarcików, później zabiorę się już tak całkiem na poważnie, za szóstą klasę... zresztą zobaczycie!
Miłego czytania :D

Niezapomniana czwórka huncwotów była bardzo popularna w Hogwarcie. Mała banda której przewodniczyli James Potter i Syriusz Black pozostawili po sobie liczne zapiski w kartotece pana Filcha upamiętniające ich wyczyny.

Rozpoczął się piąty rok nauki w Hogwarcie rocznika 1959/1960.
Na peronie i 9 ¾ na dworcu King Cross w Londynie był tłum czarodziejów i czarownic, oraz mniej licznych mugoli, odprowadzających swoje dzieci na dworzec, po wakacjach letnich.
Syriusz Black pchał wózek, na którym leżał jego kufer, zachowując odpowiednią odległość od swojego brata Regulusa, który szedł za nim, przy rodzicach. Od trzech lat zawzięcie wypierał się tego, że łączą ci więzy krwi, kiedy w pobliżu znajdowali się jego znajomi.
 Kiedy ich oczom ukazała się barierka prowadząca na peron, z którego odjeżdżał pociąg do Hogwartu Syriusz poczuł ogromną radość. Wakacje spędzone w domu były dla niego męczarnią. Rad był, że z Jamesem odkryli w zeszłym roku, że Ministerstwo Magii nie jest w stanie stwierdzić użycia czarów nieletniego czarodzieja, kiedy ten nie mieszka z mugolami. Dzięki temu mógł korzystać z czarów całe dwa miesiące, nie bojąc się konsekwencji. Dało mu to szereg nowych możliwości.
Zaczął od zmieniania wyglądu swojego pokoju. Podczas jego nieobecności, rodzice pozdejmowali plakaty, które powywieszał i wyrzucili je. Po powrocie na letnie wakacje zastąpił je nowymi, przedstawiającymi motocykle i mugolskie dziewczyny w bikini, których plakaty znalazł w czasopiśmie swojego ulubionego wujka , jednego z nielicznych normalnych ludzi w jego rodzinie, z którym zawsze dobrze się dogadywał. Mogąc posługiwać się różdżką użył zaklęcia trwałego przylepca, dzięki czemu rodzice nie będą mogli ich w żaden sposób odkleić.
Spojrzał ukradkiem na swoich rodziców i zobaczył, że zajęci są rozmową ze swoim młodszym synem. Nigdy nie byli dla Syriusza tak mili, jak dla Regulusa, dlatego że już od małego, jego przekonania całkowicie różniły się od tych, które wpajali w niego rodzice. Był upartym dzieckiem, które wiedziało czego chce. Jego młodszy braciszek był wprost idealnym synem dla swoich rodziców. Brzydził się mugolską krwią, uwielbiał Slytherin i zawsze był bardzo miły dla swoich rodziców.
Tego lata stosunki między Syriuszem, a jego rodzicami  jeszcze bardziej się pogorszyły. Być może miało to związek z tym, że na początku lipca wyraził głośno swoją opinię na temat czystości krwi, przy ciotce Druelli i kuzynkach. W każdym razie unikali rozmów z nim, a parę razy, kiedy wyprowadził swoją matkę w równowagi  zdawało mu się, że dłoń, która zaciskała się na różdżce w jej kieszeni zdolna jest do tego, aby użyć przeciw niemu zaklęcia.
Ale teraz starał się o tym nie myśleć. Nadszedł utęskniony dzień powrotu do Hogwartu!
Przeszedł przez barierkę i znalazł się w tłumie nastolatków i ich rodziców. Młodsi z nich ze łzami w oczach żegnali się z rodzicami, oczekując na moment pierwszego rozstania z nimi, na całe pół roku.
Zaczął się przeciskać i rozglądać szukając swoich  przyjaciół, bez słowa zostawiając za sobą ukochaną rodzinkę. Dostrzegł wreszcie Remusa żegnającego się ze swoim wysokim, poważnym ojcem, który był człowiekiem z godnymi podziwu manierami.
Syriusz nie podszedł do nich. Pomachał jedynie przyjacielowi, kiedy ten dostrzegł jego spojrzenie. Dziarskim krokiem ruszył dalej, mijając kolejne postaci. Liczni uczniowie witali się z nim wesoło. Przybijając mu piątki i uśmiechając się.
Miał na sobie brązową szatę z podciągniętymi wysoko rękawami. Spod nieco przy długich, ciemnych włosów odgarniętych w prawą stronę patrzyły szare, wąskie oczy. Miał wystające kości policzkowe, równe, białe zęby i urocze dołeczki na policzkach, kiedy uśmiechał się łobuzersko. Miał wysoką i  szczupłą postawę. Szedł dziarskim krokiem, rzucając wokół spojrzenia. Miał w sobie ekstrawagancki urok, któremu ulegało wiele dziewczyn. Jego nietypowa uroda była osobliwie fascynująca.
W wakacje bardzo brakowało mu przyjaciół, szczególnie Jamesa Pottera, który był dla niego jak brat. W ciągu roku szkolnego spędzali ze sobą prawie cały czas, więc dziwnie czuli się w domu, tak daleko od siebie.
Nonszalancko oparty o słup, stał James Potter naprzeciwko swoich rodziców, Dorei i Charlusa, którzy próbowali po raz ostatni w tym półroczu, porozmawiać z synem. Jednak ten był lekko rozkojarzony, bo zajęty był wpatrywaniem się w otaczający go tłum szukając kogoś. Syriusz uśmiechnął się widząc to. Podszedł do niego wciąż szeroko się uśmiechając.
-Dzień dobry pani Dorei, witam panie Charliusie – przywitał się.Syriusz lubił rodziców Jamesa. Odwiedził ich dom w zeszłe wakacje i przekonał się, że są bardzo mili.
-Cześć Skarbie – powiedziała pani Potter uśmiechając się serdecznie.
-Jak tam pańskie wakacje? – zagadnął do ojca Jamesa.
-Bardzo dobrze, co nie James?
-Taaak, spędziliśmy dwa tygodnie w hotelu w Bułgarii, niestety była tam też ciotka Reimi… - James skrzywił się znacząco.
-Nie mów o niej źle! Jest naprawdę cudowną kobietą… no może samotność nieco namieszała jej w głowie, ale mimo to zawsze nam pomaga – skarciła go matka.
James, który najwyraźniej miał inne zdanie na ten temat, nie odezwał się.
-A gdzie twoi rodzice? – zapytał Charlus, Syriusza.
-Tam – Black wskazał na rodziców rozmawiających niedaleko od nich z ciocią Druellą, która odprowadziła na dworzec swoje dwie najmłodsze córki .
Jej władcze spojrzenie przeniosło się na chwilę na wskazującego na nią pierworodnego syna. Ale tylko na moment, bo zaraz potem odwróciła się do nich plecami. Syriuszowi zrobiło się trochę głupio, ale Dorea poklepała go po ramieniu.
-Nie przejmuj się – powiedziała cicho. – Lećcie już zająć jakiś przedział, bo zaraz nie będzie już żadnego wolnego! – dodała patrząc na syna swojego jedynego syna.
Uścisnęła go mocno i pocałowała w czoło, obdarzyła uśmiechem Syriusza i życzyła im miłego roku szkolnego. Charlus podał im dłoń na pożegnanie.
-Nie chce w tym roku żadnych sów! – powiedział do syna, ale w jego głosie nie było złości.
Wtaszczyli swoje kufry do pociągu i położyli w pierwszym wolnym przedziale, który znaleźli, po czym wyszli na korytarz aby wypatrywać pozostałą dwójkę  przyjaciół. Chwilę po usłyszeli ostatniego gwizdu pociągu zobaczyli Remusa i Petera, którzy razem zmierzali w ich kierunku. Pociąg ruszył powoli, opuszczając peron pełen rodziców. Państwo Potter pomachali swojemu synowi, ale ten stał bokiem do okna zajęty rozmową z Remusem, więc nie mógł ich zobaczyć. Syriusz widząc to sam im odmachał.
-Pokaż to! – wykrzyknął tymczasem zaskoczony James – Naprawdę? TY? Chyba stary Dumbledore się pomylił! Tak, musiał się pomylić…
Syriusz odwrócił się szybko słysząc podniesiony głos Jamesa i wszedł do przedziału. James wpatrywał się w czerwono-złotą plakietkę z napisem ”prefekt”, która była przypięta do piersi Remus. Wymienił z Łapą zaskoczone spojrzenia.
Peter, który zajęty był wpakowywaniem swojego kufra na wysoką półkę przeklął głośno, kiedy ten z łoskotem zwalił się na jego stopę, co na chwilę odwróciło uwagę przyjaciół od odznaki.
-Och,  Glizdusiu, Glizdusiu– powiedział wzdychając Syriusz.

Jazda pociągiem minęła im zaskakująco szybko. Całą drogę opowiadali o swoich wakacjach i dyskutowali o czekającym ich roku szkolnym, co chwila wybuchając głośny śmiechem, ciesząc się, że znów mogą być razem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz