wtorek, 10 marca 2015

KLASA PIĄTA Rozdział 2: Uczta

Kolejny wpisik.


Kiedy wysiedli z powozów i razem z tłumem szli ku Wielkiej Sali, Syriuszowi wpadł do głowy pomysł. Drobny, bo drobny, ale od czegoś trzeba zacząć nowy rok szkolny. Chwycił za nadgarstek Petera  i Jamesa i wszedł do najbliższej komnaty, zamykając za sobą drzwi.
-Mam pewien pomysł – powiedział Łapa.
-Mam nadzieję, ze jest dobry, bo strasznie burczy mi w brzuchu…- zajęczał James.
-No… mi też – dodał Peter.
-Musicie myśleć ciągle o jedzeniu?! – zirytował się Syriusz – Posłuchajcie…
Opowiedział krótko o swoim pomyśle.
-No dobra, trochę skromnie, ale możemy to zrobić – zgodził się podekscytowany James. – Tylko szybko, póki na korytarzu jest dużo ludzi. Wyszli z klasy.
-Jakie to było zaklęcie? – zapytał Syriusz marszcząc czoło.
-Sonorus – powiedział James celując różdżką w swoje gardło.
Glizdogon zachichotał.
Wyszli na korytarz i stanęli w mało widocznym miejscu.  James odkaszlnął.
-UWAGA UCZNIOWIE – zaczął mówić pogłośnionym przez zaklęcie głosem – MUSICIE WIEDZIEĆ, ŻE ZE WZDLĘDU NA BUNT SKRZATÓW DOMOWYCH PRACUJĄCYCH W KUCHNI UCZTĘ PRZENOSIMY DO CHATKI HAGRIDA. JESTEM PREFECTEM, PROSZĘ WZIĄĆ MOJE SŁOWA NA POWAŻNIE!
Łapa i Glizdogon wybuchnęli głośnym śmiechem.
Uczniowie przystanęli nie wiedząc co zrobić. Łapa natychmiast zaczął kierować młodszych uczniów ku wyjściu.
-Za mną proszę! Szybko, bo skrzaty znają naprawdę dobre zaklęcie paraliżujące…
Zrobiło się straszne zamieszanie. Kilku nauczycieli musiało interweniować, aż w końcu wszyscy uczniowie znaleźli się w Wielkiej Sali.
Huncwoci wciąż chichocąc, weszli na ucztę i zajęli miejsce obok Lupina, który wcześniej zajęty obowiązkami prefekta, patrzył na nich trochę nieufnie. Nagle zrozumiał.
-To całe zamieszanie przez was. Już w pierwszy dzień – zaczął – Poza tym to JA jestem prefektem, Jamesie, a nie ty. – powiedział mrugając okiem.
James postukał Syriusza  po ramieniu, ale ten zajęty był przyjmowaniem gratulacji od rozbawionych kolegów.
-Najlepszy był taki mały chłopiec, który zrobił się śmiertelnie blady, jak powiedziałem mu, że…
-Szzzzzz- zdążył ostrzec go Lupin, kiedy zobaczył zbliżających się do nich wściekłą profesor McGonagall.
James  i Łapa natychmiast spoważnieli.
-Do mojego gabinetu. Już. – wysapała profesor McGonagall.- Cała trójka. Tak, ty Pettigrew też.
Profesor szybkim krokiem zmierzała ku drzwiom i głowy wielu uczniów obracały się, aby spojrzeć na idącą za nią trójkę. Uśmiechnięci James  Syriusz machali i kłaniali się na boki z szerokimi uśmiechami na ustach. Glizdogon miał na twarzy niemrawy uśmiech, ale trząsł się lekko ze strachu na myśl o rozmowie z nauczycielką transmutacji.
Kiedy znaleźli się na korytarzu chłopcom zniknęły uśmiechy z twarzy.
Weszli do jej gabinetu i stanęli przed biurkiem.
-Czy wy zawsze musicie coś wymyślić? – zapytała ze złością, obrócona do nich tyłem.
Nie odpowiedzieli.
-Co, zaniemówiliście? Słucham was.
Odwróciła się. Jej usta były teraz nienaturalnie wąskie ze złości.
-Nie rozumiem o co chodzi... – powiedział niewinnie Syriusz.
-Nie rozumiesz? NIE ROZUMIESZ? NIE OBRAŻAJ MOJEJ INTELIGENCJI, BLACK! – wzięła głęboki wdech. –Otóż profesor Gtinkes odszedł w tym roku na emeryturę, co oznacza że teraz ja jestem opiekunką domu Gryffindoru i do moich obowiązków należy wymierzanie wam kar. – spojrzała na nich groźnie – Młodsi uczniowie naśladują was. Niedługo Hogwart będzie wypełniony bezmózgimi pajacami, za wszelką cenę próbującymi się popisać.
-Czy pani chciała nas urazić? – zapytał Syriusz.
-Panie Black! Ostrzegam cię.
-My też byśmy tego nie chcieli – zapewnił szybko Syriusz, a James pokiwał skwapliwie głową.
-Przez następne dni będziecie musieli przychodzić do mnie na szlaban. Przekażę wam jeszcze termin. Możecie już wyjść. A co do ciebie, panie Pettigrew… – zwróciła się do Petera – Jeśli łamiesz świadomie przepisy szkolne, mógłbyś się chociaż odezwać, a nie powiedziałeś mi jeszcze nawet dzień dobry.
Peter oblał się rumieńcem.
- Przepraszam, pani profesor – odpowiedział.
-Co z tobą James? – zapytała nagle profesor – Ty też się nie odzywasz…
James miał bardzo głupią minę i wzruszył tylko ramionami wpatrując się w nią. Syriusz uświadomił sobie, że James nie odzywał się już od zdarzenia w holu.
 McGonagall najwyraźniej też zrozumiała już o co chodzi, bo spojrzała na niego spode łba.
-Czy ty jesteś aż tak bardzo nierozumny Potter, że nie sprawdziłeś przeciwzaklęcia? – zapytała starając się opanować złość.
James ponownie wzruszył tylko ramionami.
-Proszę wrócić już do wieży Gryffindoru. Hasło brzmi ”sztrudle” – powiedziała wzdychając ciężko.
James spojrzał na nią oburzony.
-ALE … - zaczął James zapominając o zaklęciu.
-NIE DENERUJ MNIE POTTER! NIE SĄDZISZ CHYBA, ŻE POZWOLE WRÓCIĆ WAM NA UCZTE – wrzasnęła nauczycielka, jakby czytając Jamesowi w myślach.
Chłopcy chcąc nie chcąc udali się głodni do swojego dormitorium. Zły humor towarzyszył im, aż do przyjścia Lupina, który schował do kieszeni trochę ciastek i grzanek dla swoich kolegów.

Kiedy większość uczniów już zasnęła, James któremu burczało w brzuchu zarządził zejście do kuchni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz