Kiedy wysiedli z powozów i razem
z tłumem szli ku Wielkiej Sali, Syriuszowi wpadł do głowy pomysł. Drobny, bo
drobny, ale od czegoś trzeba zacząć nowy rok szkolny. Chwycił za nadgarstek
Petera i Jamesa i wszedł do najbliższej
komnaty, zamykając za sobą drzwi.
-Mam pewien pomysł – powiedział
Łapa.
-Mam nadzieję, ze jest dobry, bo
strasznie burczy mi w brzuchu…- zajęczał James.
-No… mi też – dodał Peter.
-Musicie myśleć ciągle o
jedzeniu?! – zirytował się Syriusz – Posłuchajcie…
Opowiedział krótko o swoim
pomyśle.
-No dobra, trochę skromnie, ale
możemy to zrobić – zgodził się podekscytowany James. – Tylko szybko, póki na
korytarzu jest dużo ludzi. Wyszli z klasy.
-Jakie to było zaklęcie? –
zapytał Syriusz marszcząc czoło.
-Sonorus – powiedział James celując różdżką w swoje gardło.
Glizdogon zachichotał.
Wyszli na korytarz i stanęli w
mało widocznym miejscu. James
odkaszlnął.
-UWAGA UCZNIOWIE – zaczął mówić
pogłośnionym przez zaklęcie głosem – MUSICIE WIEDZIEĆ, ŻE ZE WZDLĘDU NA BUNT
SKRZATÓW DOMOWYCH PRACUJĄCYCH W KUCHNI UCZTĘ PRZENOSIMY DO CHATKI HAGRIDA.
JESTEM PREFECTEM, PROSZĘ WZIĄĆ MOJE SŁOWA NA POWAŻNIE!
Łapa i Glizdogon wybuchnęli głośnym
śmiechem.
Uczniowie przystanęli nie wiedząc
co zrobić. Łapa natychmiast zaczął kierować młodszych uczniów ku wyjściu.
-Za mną proszę! Szybko, bo
skrzaty znają naprawdę dobre zaklęcie paraliżujące…
Zrobiło się straszne zamieszanie.
Kilku nauczycieli musiało interweniować, aż w końcu wszyscy uczniowie znaleźli
się w Wielkiej Sali.
Huncwoci wciąż chichocąc, weszli
na ucztę i zajęli miejsce obok Lupina, który wcześniej zajęty obowiązkami
prefekta, patrzył na nich trochę nieufnie. Nagle zrozumiał.
-To całe zamieszanie przez was. Już
w pierwszy dzień – zaczął – Poza tym to JA jestem prefektem, Jamesie, a nie ty.
– powiedział mrugając okiem.
James postukał Syriusza po ramieniu, ale ten zajęty był przyjmowaniem
gratulacji od rozbawionych kolegów.
-Najlepszy był taki mały
chłopiec, który zrobił się śmiertelnie blady, jak powiedziałem mu, że…
-Szzzzzz- zdążył ostrzec go Lupin,
kiedy zobaczył zbliżających się do nich wściekłą profesor McGonagall.
James i Łapa natychmiast spoważnieli.
-Do mojego gabinetu. Już. –
wysapała profesor McGonagall.- Cała trójka. Tak, ty Pettigrew też.
Profesor szybkim krokiem zmierzała
ku drzwiom i głowy wielu uczniów obracały się, aby spojrzeć na idącą za nią
trójkę. Uśmiechnięci James Syriusz
machali i kłaniali się na boki z szerokimi uśmiechami na ustach. Glizdogon miał
na twarzy niemrawy uśmiech, ale trząsł się lekko ze strachu na myśl o rozmowie
z nauczycielką transmutacji.
Kiedy znaleźli się na korytarzu
chłopcom zniknęły uśmiechy z twarzy.
Weszli do jej gabinetu i stanęli
przed biurkiem.
-Czy wy zawsze musicie coś
wymyślić? – zapytała ze złością, obrócona do nich tyłem.
Nie odpowiedzieli.
-Co, zaniemówiliście? Słucham
was.
Odwróciła się. Jej usta były
teraz nienaturalnie wąskie ze złości.
-Nie rozumiem o co chodzi... –
powiedział niewinnie Syriusz.
-Nie rozumiesz? NIE ROZUMIESZ?
NIE OBRAŻAJ MOJEJ INTELIGENCJI, BLACK! – wzięła głęboki wdech. –Otóż profesor
Gtinkes odszedł w tym roku na emeryturę, co oznacza że teraz ja jestem
opiekunką domu Gryffindoru i do moich obowiązków należy wymierzanie wam kar. –
spojrzała na nich groźnie – Młodsi uczniowie naśladują was. Niedługo Hogwart
będzie wypełniony bezmózgimi pajacami, za wszelką cenę próbującymi się popisać.
-Czy pani chciała nas urazić? –
zapytał Syriusz.
-Panie Black! Ostrzegam cię.
-My też byśmy tego nie chcieli –
zapewnił szybko Syriusz, a James pokiwał skwapliwie głową.
-Przez następne dni będziecie
musieli przychodzić do mnie na szlaban. Przekażę wam jeszcze termin. Możecie
już wyjść. A co do ciebie, panie Pettigrew… – zwróciła się do Petera – Jeśli
łamiesz świadomie przepisy szkolne, mógłbyś się chociaż odezwać, a nie
powiedziałeś mi jeszcze nawet dzień dobry.
Peter oblał się rumieńcem.
- Przepraszam, pani profesor –
odpowiedział.
-Co z tobą James? – zapytała
nagle profesor – Ty też się nie odzywasz…
James miał bardzo głupią minę i
wzruszył tylko ramionami wpatrując się w nią. Syriusz uświadomił sobie, że
James nie odzywał się już od zdarzenia w holu.
McGonagall najwyraźniej też zrozumiała już o
co chodzi, bo spojrzała na niego spode łba.
-Czy ty jesteś aż tak bardzo nierozumny
Potter, że nie sprawdziłeś przeciwzaklęcia? – zapytała starając się opanować
złość.
James ponownie wzruszył tylko
ramionami.
-Proszę wrócić już do wieży
Gryffindoru. Hasło brzmi ”sztrudle” – powiedziała wzdychając ciężko.
James spojrzał na nią oburzony.
-ALE … - zaczął James zapominając
o zaklęciu.
-NIE DENERUJ MNIE POTTER! NIE
SĄDZISZ CHYBA, ŻE POZWOLE WRÓCIĆ WAM NA UCZTE – wrzasnęła nauczycielka, jakby
czytając Jamesowi w myślach.
Chłopcy chcąc nie chcąc udali się
głodni do swojego dormitorium. Zły humor towarzyszył im, aż do przyjścia
Lupina, który schował do kieszeni trochę ciastek i grzanek dla swoich kolegów.
Kiedy większość uczniów już
zasnęła, James któremu burczało w brzuchu zarządził zejście do kuchni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz