wtorek, 10 marca 2015

KLASA PIĄTA Rozdział 3: Pierwsze chwile

15-latkowie zajmowali kilkanaście ławek na drugiej lekcji, w klasie zaklęć profesora Glinnika. Brali udział w wyjątkowo nudnej lekcji, na której nauczyciel omawiał teorie podstawowych zaklęć wykorzystywanych przez skrzaty domowe.
James siedział z głową opartą na dłoni i spoglądał na padający za oknem śnieg. W pewnym momencie ocknął się zamyślenia i rozejrzał się, aby zobaczyć co robią jego koledzy. Lupin, siedzący obok niego, zajęty był czytaniem jakiejś książki, co chwile patrzył ukradkiem na nauczyciela, aby upewnić się czy ten ciągle stoi w tym samym miejscu. Glizdogon przeglądał czasopismo. James wychylił się aby zobaczyć jakie. Pierwszy w oczy rzucił mu się artykuł o skuteczności użycia różnych zaklęć farbujących włosy. Na ilustracji obok kobieta obracała się na boki, aby jak najlepiej zaprezentować swoje gęste, brązowe włosy.
Rogacz kopnął krzesło kolegi, a kiedy ten odwrócił się do niego,  zrobił bardzo głupią minę wymawiając bezgłośnie „Czarownica? Naprawdę?”. Glizdogon spłonął rumieńcem i schował magazyn do torby.
James przeniósł wzrok na Łapę siedzącego po swojej lewej stronie. Przyjaciel poustawiał przed piórnikiem zakrętki od piwa kremowego i za pomocą różdżki czarował je, aby poruszały się w różny sposób. Spostrzegł, że James przygląda mu się, więc odłożył różdżkę i chwycił kawałek pergaminu i pióro, aby coś napisać i podsunął mu kartkę.
„Czyżby ci się nudziło, Rogaczku?”
James wyciągnął swoje pióro.
,,Jakbyś zgadł. Jakieś plany na dzisiaj?”
,,Niewielkie. Kojarzysz tego chłopaka z Hufflepuff, którego siostra nielegalnie hodowała w dormitorium diabelskie sidła?”
„Tak”
„Wnerwia mnie. Powiedział dzisiaj na zielarskie pani, że próbuje wynieść kilka gałązek jej roślinek.”
„Więc mściwy Łapa planuje zemstę?”
,,Chcę zwinąć jego torbę.”
Kiedy lekcja wreszcie się skończyła uczniowie udali się na lunch do Wielkiej Sali. Łapa i Syriusz stanęli w tłumie przepychającym się przez wejście.
-Accio torba Strausera - wyszeptał James.
Następnie z uśmiechami na twarzy udali się do łazienki i zmienili kolor wszystkich przyborów szkolnych na wściekły różowy. Syriusz wyciął też obrazki z książki ,,Jak zadbać o swojego jednorożca-Amanda Hofles” którą zwinął pewnej dziewczynie, która przechodziła wcześniej obok niego i zaklęciem trwałego przylepca przykleili je do podręczników chłopaka. Na koniec podpisali się razem z pozdrowieniami na jego piórniku. Uwinęli się z tym tak szybko, że zdążyli jeszcze zjeść trochę puddingu i zapiekanki.
-Co teraz mamy?- zapytał James z pełną buzią.
-Historię magii – odpowiedział szybko Peter – Gdzie byliście?
-Studiowaliśmy zawartość torby pewnego kolegi – wyjaśnił beztrosko Syriusz.
-Mogliście mi powiedzieć, chętnie bym wam pomógł – powiedział z żalem Glizdogon.
-Wybacz stary, to nie było do końca zaplanowane.
Lupin spojrzał na nich unosząc brwi.
-Mam nadziej, że tym razem to nie jest osiłek z kolegami gotowymi, aby mu pomóc – oznajmił poważnie.
Podeszła do nich ładna dziewczyna z dwoma, gęstymi  warkoczami.
-Cześć Śliczna! – zaczął jak zawsze Łapa, widząc dziewczynę.
-Pani MacGonagal poprosiła mnie żebym wam to przekazała.- powiedziała zarumieniona, wręczyła mu kartkę i odeszła.
-Och nieee… - westchnął Łapa zerkając na karteczkę – Nasz szlaban będzie trwał cały tydzień. Mamy codziennie stawiać się do gabinetu tej wiedźmy, żeby robić coś bezsensownego.
Lupin zaśmiał się.
-Warto było– powiedział.
Łapa zrobił oburzoną minę.
-No wiesz?! Żeby prefekt takie rzeczy wygadywał… Wstydź się – powiedział poważnie. – A tak w ogóle to nie chce mi się iść na histe. Zostańmy w dormitorium.
-Ja muszę iść- wyznał ze smutkiem Glizdogon – Moja matka powiedziała, że jeśli jeszcze raz przyjdzie do niej skarga, to nie zgodzi się na miotłę, którą planuje kupić mi na święta. Napisała mi rano.
-A ty, Lunatyku?
-Znasz moją odpowiedź.
-Więc zostaliśmy tylko we dwoje, Rogaczu – powiedział Syriusz ocierając nieistniejącą łzę.
Kiedy opuścili swoich rówieśników i udali się do wieży Gryffindoru James zaproponował, aby poszli po słodycze do miodowego królestwa. Wzięli więc mapę, którą stworzyli przed rokiem oraz pelerynę niewidkę i udali się za posąg wiedźmy. Na miejscu włożyli do toreb tyle słodyczy, ile się tylko zmieściło i wrócili, objadając się do drodze czekoladą.
O osiemnastej cała czwórka zabrała się za odrabianie lekcji. Po dwóch godzinach chłopcy zrobili zaledwie część zadań, a mimo to musieli zostawić książki i pergaminy aby udać się na szlaban.
James, Syriusz i Peter włożyli swoje rzeczy do toreb.
-Luniaczku? – powiedział nagle Łapa słodkim głosem, podchodząc do Lupina.
Lupin, który skończył już pisać eseje, a teraz siedział na kanapie patrząc na kominek, spojrzał podejrzliwie na przyjaciela.
-Słuchaj… - powiedział Łapa siadając na kanapie obok Lupina – Wiesz jak bardzo cię lubię? – zapytał nagle.
Zanim Lunatyk zdążył cokolwiek powiedzieć Syriusz objął go mocno i położył swoja głowę na jego ramieniu. Glizdogon i Rogacz wybuchnęli śmiechem.
-Nie mógłbyś może trochę mi pomóc? –powiedział Syriusz udając głos dziecka – Proooszę, tak bardzo cię proooszę.
Glizdogon zrobił się od śmiechu bardzo czerwony, a z oczu poleciały mu łzy. Syriusz wyglądał bardzo śmiesznie przytulając się do kolegi i robiąc niewinną minę dziecka. Zesztywniały Lupin czuł się wyraźnie nieswojo.
-Bo ty jesteś taki mąąądry i taki dooobry – kontynuował Łapa nie zwracając uwagi na Rogacza, który zsunął się z fotela i leżał teraz na podłodze, głośno się śmiejąc.
Lupin próbował odsunąć się nieco od kolegi, ale ten nie pozwolił mu na to, zaciskając mocniej palce.
-Proooszę… Jako prefekt jesteś zobowiązany nieść pomoc takim kretynom jak ja. - wyznał
Lupin pogroził mu palcem robiąc najbardziej surową minę, na jaką było go stać.
–Miałeś dużo czasu, bo nie poszedłeś na historię magii. Tatuś nie odwali za ciebie całej roboty…
-Nie całą - zapewnił Łapa – Tylko część eseju z zielarstwa. To jak będzie? – zapytał z nadzieją.
Lupin westchnął.
-No dobra – powiedział w końcu.
Łapa puścił go i z uśmiechem wręczył esej, który leżał na stoliku i szybko wyszedł z Gryffindoru jakby w obawie, że kolega zmieni zdanie
***
Następnego ranka Lupin obudził się wcześnie. Ubrał się najciszej jak potrafił i zajął się czytaniem książki, którą wypożyczył poprzedniego dnia z biblioteki.
Kiedy po sprawdzeniu godziny na zegarku zobaczył, że do lekcji zostało im zaledwie pół godziny, zamknął książkę.
-James, Peter, Syriusz, wstawajcie! Zostało wam mało czasu! – krzyknął.
Peter podniósł się powoli z poduszki.
-Co się… co się stało? – wymamrotał.
Lupin zaczął pakować to szkolną torbę. W tym czasie półprzytomny Peter krzątał się po pokoju zakładając na siebie szatę. Nagle potknął się i z głośnym łoskotem runął na podłogę, tuż przy łóżku Jamesa.
-Jeszcze pięć minut… - wybełkotał James.
Lupin machnął leniwie różyczką, mówiąc poznane w lecie zaklęcie, a w powietrzu pojawiła się grająca głośno trąbka. Lewitowała między łóżkami Jamesa i Syriusza wygrywając nieprzyjemną melodię. James zakrył twarz poduszką, przeklinając cicho Lupina. Łapa chcąc obrócić się na bok, spadł na podłogę zaplątany w kołdrę i jęknął głośno.
***
-Kiedyś… was… zabije! – wydyszał Lupin biegnąc za swoimi przyjaciółmi.
Kiedy wpadli do klasy, reszta dopiero się wypakowywała. Prędko zajęli miejsca, szczęśliwi, że nauczyciel eliksirów nie zwrócił im uwagi.
-Dzień dobry moi ulubieni piątoklasiści! – powiedział serdecznie Slughorn, kiedy wszyscy już wypakowali książki i usiedli na swoich miejscach.- Witam was w nowym roku szkolnym. Będzie on dla was wyjątkowo ciężki, jako że czekają was SUMY. Każdy z was będzie musiał w tym roku uczyć się wyjątkowo pilnie i radzę wam odrabiać zadania domowe, bo miałem sporo czasu na wymyślanie nowych szlabanów! – zaśmiał się serdecznie.
Spojrzał po wszystkich uczniach, przypominając sobie ich twarze.
-Oj, nie – powiedział po chwili Horacy spoglądając na siedzących z tyłu huncwotów. – Panowie nie mogą siedzieć tak blisko szafki ze składnikami eliksirów – stwierdził stanowczo - Panie Potter, proszę zamienić się miejscami z panną Gonvey, a ty Syriuszu zajmij miejsce tu przy mnie, w pierwszej ławce.
James i Syriusz przesiedli się łypiąc groźnie na nauczyciela.
-Dobrze, a teraz otwórzcie wszyscy książki  na stronie szóstej. Znajdziecie tam instrukcje jak uwarzyć eliksir rozweselający. – powiedział pogodnie nauczyciel wyczarowując sobie kubek gorącej kawy.
***
-Masakra – powiedział Syriusz idąc na obronę przed czarną magią – Siedzę obok  tego rudzielca, Johna z Hufflepuff. Jest tak oderwany od rzeczywistości, że nawet nie zorientował się, kiedy wrzuciłem mu do eliksiru pijawki..
-Zaraz… - powiedział Lupin – Przecież profesor kazał mu, na koniec lekcji wypić trochę eliksiru, żeby pokazać jego działanie!
-Poszedł przed chwilą do skrzydła szpitalnego. Wyskoczyły mu na twarzy straszne bąble  - wyjaśnił Glizgodon.
Szli chwilę w milczeniu.
-A ty siedzisz z tą wariatką Evans uganiającą się za Smarkerusem –powiedział Syriusz, zwracając się do Jamesa – Może i jest ładna, ale ta jej zarozumiałość…
-Nie jest zła – stwierdził stanowczo James.
Syriusz spojrzał na niego, jakby zobaczyło pierwszy raz w życiu.
-Będziesz bronił pannę ”Kocham profesora Slughorna”?
-Zamknij się – powiedział mocno James.
-Ooo… - zaczęli równocześnie Remus i Syriusz.
-Uwielbiam Lily Evans… – powiedział Syriusz naśladując głos Jamesa.
Rogacz spojrzał na niego jak na zgniłego robaka.
-Myślałem o niej całe eliksiry – dodał Lupin trzepotają rzęsami – To dlatego mój eliksir miał różowy kolor…
-Lily Evans –przerwał mu nagle Łapa, klękając przed Jamesem – Czy zgodzisz się zostać moją żoną? – zapytał znakomicie wczuwając się w swoją rolę.
Usłyszeli głośny, dziewczęcy chichot. James obrócił się szybko. Za nimi szły trzy dziewczyny z ich roku, a tym zarumieniona  Lily Evans we własnej osobie. Ona się nie śmiała. Spojrzała na nich wyniośle i minęła szybkim krokiem.
Wściekły James spiorunował przyjaciela wzrokiem.
-Ty… - zdołał wykrztusić, po czym ruszył w pościg za przyjacielem.
Syriusz zanosił się głośnym śmiechem mijając zaskoczonych uczniów. Biegnący za nim James rzucał na oślep zaklęcia trafiające w ściany i podłogę.
-Jak ty to robisz? – zapytała Mary widząca goniących się dwóch najbardziej lubianych chłopaków na roku.
-Ja nic robie! - odpowiedziała Lily
***
-Rogaczek nadal nie w humorze, widzę.
-Zamknij się, Lupinie.
-No dobra… Bardzo tego żałujemy – powiedział Syriusz nakładając na swój talerz ziemniaki. 
-Uroczyście przysięgamy nie zatruwać ci nadal życia – dodał Remus przykładając dłoń do serca.
-Ani jedzenia – dodał Syriusz. – Wybacz… tak mi się jakoś powiedziało
James spojrzał na nich.
-Dobra, wybaczam wam.
Jedli chwilę w milczeniu.
-Ale twój fanklub będzie taki zawiedziony… – Syriusz najwyraźniej nie mógł się powstrzymać.
-Obiecałeś!
-Kiedy kolejny mecz? – zapytał szybko Peter, aby przerwać kłótnię.
Na myśl o quidditchu Jamesowi od razu poprawił się humor
-Och, mój kochany tępaku – zaczął James z zapałem - W przyszłym tygodniu są eliminacje do drużyny, bo jakbyś nie zauważył pałkarz i ścigający skończyli naukę w Hogwarcie. Pierwszy mecz jest zwykle dopiero w listopadzie.
-Wiecie co? Nie chce mi się iść na szlaban – oznajmił Syriusz – Po wczoraj jeszcze robi mi się niedobrze na myśl o myszach…
-Co musieliście robić? – zapytał Lupin.
-Sprzątać po tych wstrętnych gryzoniach. Czwartoklasiści uczyli się na nich zaklęcia powielającego. Setki myszy… A niektóre uciekły z kufra i rozbiegły się po całej klasie transmutacji.
W tym momencie za stole przed nimi wylądowało żółte frisby wywracając pucharek Syriusza z sokiem dyniowym, który wylał się na niego i Jamesa.
-Przepraszam! – krzyknęła dziewczyna z Raveclawu, podbiegając do nich.
-Nic się nie stało, Skarbie – odpowiedział natychmiast Syriusz, ale ona złapała już serwetkę i zaczęła zcierać sok z szaty Jamesa.
-Jak tam drużyna? – zagadnęła.
Remus przewrócił oczami, a Syriusz wyszczerzył do niego zęby. Wszyscy już wiedzieli czemu miał służyć ten ’’wypadek”.
-Wspaniale, ale nikt w niej nie jest tak dobry jak ja. - odparł James
Dziewczyna zachichotała. James zauważył, że jej usta są podobne do ust Lily.
Złapał dziewczynę za nadgarstek, przerywając jej wycieracie swojej szaty.
-Wybacz, ale muszę już iść- powiedział krótko, po czym wstał od stołu.
-E tam, ja tu jeszcze zostaje… - powiedział Łapa, ale dziewczyna widząc, że James wstaje przeprosiła jeszcze raz, choć teraz już w mniejszym entuzjazmem i odeszła.
Wychodząc z lunchu James nie mógł się powstrzymać, żeby nie spojrzeć w stronę Evans, która zajęta była rozmową z koleżankami.
***
-Wracając do tematu, musimy wymyśleć coś, żeby muc opuścić szlaban – powiedział Syriusz.
Mieli teraz lukę i siedzieli przed kominkiem w pokoju wspólnym.
-Więc co zamierzasz? – zapytał James.
-Myślałem nad tym, czy nie wrobić kogoś w karę. Wtedy McGonagall nie będzie miała czasu na nasz szlaban. – wyjaśnił Łapa.
-Widzicie tego gościa? Moglibyśmy wieczorem rzucić na niego Confudus i Czar Rozweselający. McGonagall pomyśli, że jest pijany. – powiedział nagle Peter
-Peter! – krzyknął zaskoczony Łapa – Sam to wymyśliłeś?
Glizdogon poczerwieniał lekko.
-Tak, a bo co?
Łapa spojrzał porozumiewawczo na Jamesa.
-Chyba mamy na niego zły wpływ… - pokręcił głową - Ale pomysł nie jest aż taki zły.
-Możemy go naprawdę upić. Tak będzie prościej –stwierdził James. – Na pewno jest jakieś zaklęcie.
Wieczorem zaczaili się na wybranego chłopaka i jego przyjaciela (stwierdzili, że raźniej będzie im we dwóch wysłuchiwać wrzasków pani profesor) i rzucili na nich zaklęcie. Efekt był natychmiastowy. Chłopacy od razu zaczęli chichotać i chwiać się na boki. Ktoś prędzej, czy później musiał zwrócić uwagę na tą pijaną dwójkę. Zadowoleni z siebie huncwoci wrócili do pokoju wspólnego.
-Piona Glizdusiu! – krzyknął Łapa do kolegi, który nie odważył się pójść z nimi.
Pół godziny później usłyszeli pukanie do drzwi od ich dormitorium. Lupin otworzył drzwi i zobaczył przed sobą Lily Evans.
-Widzisz James, one zawsze wracają!- krzyknął Łapa, kiedy zobaczył dziewczynę.
Lily spojrzała na niego z pogardą.
-Profesor McGonagall poprosiła mnie, abym przekazała wiadomość od niej. Wasz dzisiejszy szlaban został odwołany – powiedziała bez emocji – A tak w ogóle, to macie tu straszny syf. Wiecie że istnieje coś takiego jak szafa? – zapytała widząc porozrzucane po pokoju sterty ciuchów.
-A wiesz, że tu są dormitoria chłopaków? Dziewczyn są po prawej stronie – powiedział nieuprzejmie Syriusz wskazując na wyjście.
Lily już otworzyła usta, żeby powiedzieć coś jeszcze, ale rozmyśliła się i wyszła trzaskając drzwiami.
Syriusz oberwał poduszką.
-Masz być dla niej miły! – powiedział James.
Syriusz już chciał powiedzieć coś głupiego, ale poważna mina przyjaciela sprawiła, że zachował to dla siebie.
-Dobra, postaram się – odpowiedział.
Siedzieli chwilę w milczeniu.
-Peter, co ty znowu kujesz?
Peter spojrzał na niego zaskoczony.
-W tym roku są sumy! Jeśli źle nam pójdą to nie mamy szans na dobry zawód w przyszłości!
-Nauka to nuda – stwierdził beznamiętnie James.
-Przez wakacje trochę ćwiczyłem i już mi się prawie udaje przemienić w psa – powiedział magle Syriusz.
-Naprawdę? Udało ci się? – zapytał przejęty Lupin.
-Jak wyglądasz? – zapytał zaciekawiony Peter.
-W lustrze się nie oglądałem, po za tym byłem nim najwyżej kilkanaście sekund.
-Nie jestem pewien, czy powinniście to robić, to bardzo ryzykowne… - zaczął Remus.
Cała trójka spojrzała na niego oburzona.
-Daj spokój! Zaszliśmy już tak daleko… - zaprotestował James.
-W książkach piszą, że nieumiejętna przemiana w zwierze może spowodować różne trwałe zniekształcenia ciała.
-W książkach piszą, że każde zaklęcie jest niebezpieczne! Wszystkim przypisują wiele możliwości skutków ubocznych – wyjaśnił Łapa.
-Nie tak poważnych!

-Już postanowiliśmy. Nie ma o czym rozmawiać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz