Peter
obudził się rano i przeciągnął zmęczony. Remus obudził się prawie w tym samym
momencie, więc kiedy obrócił się na bok i usiadł, twarz Glizdogona była
pierwszą rzeczą, która rzuciła mu się w oczy. Przez chwilę siedział oniemiały,
nie dowierzając temu, co widzi, aż wreszcie wybuchnął śmiechem.
-Hahahahahahah
Glizdusiu, byłeś wieczorem na randce? – zapytał zaśmiewając się głośno.
Peter
spojrzał na niego zaskoczony.
-Dlaczego
masz to na twarzy? – zapytał, jeszcze nie całkiem przytomnie, kolegę, wskazując
na niego palcem.
Lupin
natychmiast przestał się śmiać. Pobiegł do łazienki, aby przejrzeć się w
lustrze.
Jego
twarz była pomalowana różową szminką, kredką do oczu i różnokolorowymi
cieniami. Zmył to szybko przeklinając głośno Jamesa i Syriusza, po czym wrócił
do pokoju z miską pełną wody z dzikim wyrazem twarzy.
-Co…
co ty robisz? – zapytał zaskoczony Syriusz, który obudził się gwałtownie, gdy
wylała się na niego lodowata woda.
James
obudził się, przez jego głośne pytanie i usiadł na łóżku patrząc co się dzieje.
Lupin machnął miską wylewając całą, pozostałą zawartość na osłupiałego Jamesa.
-Ja
chciałem jeszcze spać – powiedział James tonem małego dziecka, cały mokry trzęsąc się z zimna.
Syriusz
patrzył na Lupina z wyraźną nienawiścią.
-Ty
chyba po prostu bardzo lubisz nas budzić – powiedział burkliwie.
-Tak,
to najcudowniejszy moment mojego dnia – odparł ironicznie Remus – Uwielbiam
patrzeć na wasze skrzywione twarzyczki o poranku.
Syriusz
już całkowicie doszedł do siebie.
-Twoja
była ładniejsza. Och widzę że tobie Peter się spodobało, skoro tego nie zmyłeś ?
Odtąd już zawsze będziesz tak się malować?
***
Zeszli
na śniadanie, zapomniawszy już o nienawiści do siebie.
-Dzisiaj
twoje ulubione eliksiry – powiedział Syriusz śpiewnie, mrugając porozumiewawczo
do Jamesa.
-Tak,
bo ja po prostu kocham eliksiry…
-I
Lily Evans – dodał Syriusz – powinieneś napisać to sobie na bluzce, aby to
ogłosić.
Przechodzący
obok chłopak, spojrzał w ich kierunku, kiedy James odpowiedział u wykrzykując
niecenzurowane słowo.
***
Na
eliksirach Lily przesunęła krzesło jak najdalej od Jamesa i zajęła się swoim
kociołkiem.
-Jak
ci się dzisiaj spało? – nie mógł się powstrzymać James.
Lily
łypnęła na niego groźnie, znad kociołka.
-Cóż,
Dorcas obudziła się rano z pomalowaną twarzą – powiedziała zamyślona.
-Naprawdę?
– zapytał James udając zdziwienie.
-Naprawdę
– dodała potrząsając energicznie głową - Powiem ci coś jeszcze. Na schodach
prowadzących do dormitoriów dziewczyn leżał dywan. Dziwne, co nie?
-No…
ciekawe skąd się tam wziął.
-No
właśnie. A tobie, jak się spało? Masz mokre włosy? – zapytała ze zdziwieniem,
marszcząc czoło.
-Ach,
tak spałem w łóżku z Remusem, strasznie się ślini – wyjaśnił.
-W
naszym pokoju też byliście razem? – prawie krzyknęła, nie mogąc już udawać że
nie wie, co się zadziało.
-Bez
przesady, nie musimy robić wszystkiego razem… - opowiedział niewzruszony jej
podniesionym tonem, chłopak.
-Więc
się przyznajesz? – zapytała Lily
-Do
czego? – zapytał niewinnie.
-Do
tego, że łaziłeś w nocy po naszym dormitorium?
-Nie,
nie przyznaje się.
Lily
ze złością, zmiażdżyła nożem żuka.
-Jeśli
jeszcze raz tam wejdziesz… - zaczęła nie patrząc w jego stronę.
-To
mnie pocałujesz.
Lily
spojrzała na niego pogardliwie. I już miała coś dodać, kiedy James ją
wyprzedził.
-To
co, miałem cię zostawić samą, w tamtej klasie? –
-Co?
– zapytała Lily zbita z tropu.
James
spojrzał na zawartość jej kociołka, ponosząc brwi.
-No,
no widzę że twój eliksir jest już prawie gotowy. Ważysz trutkę na komary?
Lily
spojrzała na swój kociołek i zobaczyła, że wylewa się z niego gęsta,
ciemnozielona piana. Naprawdę nienawidziła Jamesa Pottera.
***
Remus
wszedł wieczorem do dormitorium i zobaczył Syriusza siedzącego przed biurkiem z
długopisem w ręku. Wpatrywał się za okno tak intensywnie, że nawet nie zauważył
przyjścia kolegi. Lupin stanął zaskoczony. Łapę nieczęsto widywało się przy
biurku, z książkami.
-Syriusz
–zaczął nieśmiało – czy coś się stało?
Syriusz
wpatrywał się jeszcze przez chwilę w okno.
-Siedzę i myślę –
zaczął – Siedzę i piszę.
Lupin
zmartwił się jeszcze bardziej słysząc te słowa.
-A tu nagle piękny śpiew kanarków słyszę.
Gdybym mógł tak pójść tam na dwór do nich. Choć na chwilę… zobaczyć jak żyją
motyle.
Remus
usiadł na krześle wciąż wpatrując się z osłupieniem w Łapę, który był odwrócony
do niego tyłem. Lupin oparł brodę o tył krzesła.
-Zobaczyć tam ich życie skromne, takie
niewinne. Zaczyna się ze wschodem słońca i gaśnie z zachodem.
Na
chwilę zamilkł. Lupin zaczął bić brawo i gwizdać.
-Cudownie,
zaprawdę cudownie, wzruszyłem się! – krzyczał, ocierając, nieistniejące łzy.
Syriusz
wstał i wyszedł pokoju nie spojrzawszy na przyjaciela. Trzasnął drzwiami. Lupin
wciąż siedział na krześle, kiedy niecałe pięć minut później, do pokoju wszedł James w wyraźnie złym humorze.
-Ona
mnie nienawidzi! – zajęczał – Ma mnie za durnia!
Wziął
poduszkę i cisnął nią przez pokój. Ryknął bezsilnie, co zabrzmiało równie
przerażająco, jak śmiesznie. Chwycił miotłę do quidditcha i wyszedł.
Lupin
siedział jeszcze chwilę zastanawiając się co właściwie dzieje się z jego
kolegami. Zmartwił się jeszcze bardziej, kiedy zobaczył krople walerianowe na
szafce nocnej Petera.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz