-Smarkerus z włosami śliskimi
jak wąż za książkami się chowa, a tłuszcz mu z glosy ścieka – podśpiewywał
pod nosem Syriusz idąc ku Snape’owi, który siedział nisko pochylony nad
książkami, przy stoliku w bibliotece. Słysząc te słowa poderwał gwałtownie głowę
i spojrzał na nich nieco nieprzytomnym wzrokiem.
-Czego się uczysz? – zapytał
beztrosko Syriusz przysiadając się do Severusa i nachylając nad jego
niedokończonym esejem - Transmutacja? Chcesz się nauczyć jak transmutować sok w
szampon? – zapytał całkiem poważnie, wskazując na butelkę soku stojącą obok
książek.
Peter rozglądał się nerwowo, szukając
wzrokiem bibliotekarki i uspokoił się nieco nie widząc jej nigdzie.
-A propos – kontynuował Syriusz.
– Nie powinno się wnosić soku do biblioteki. – Mógłbyś go przypadkiem wylać na
książkę, która jest własnością Hogwartu.
Patrzący na niego spode łba
Severus zamknął książki i pośpiesznie schował pergamin z niedokończonym esejem do
torby.
-Co, już idziesz?– zapytał Łapa
udając smutek – A to dlaczego?
Severus wstał i spojrzał na niego
wrogo.
-Odejdź mi z drogi, Black –
warknął cicho, mając nadzieję że jego słowa zabrzmiały groźnie.
-Odejdź mi z drogi Black –
przedrzeźnił go Syriusz, którego głos bardziej przypominał szczek ratlerka, niż
całkiem wysokiego chłopca po mutacji.
-Twój brat musi się strasznie za
ciebie wstydzić – zaszydził nagle Snape i ucieszył się bardzo widząc, że
Syriusz zarumienił się lekko.– Mieć takiego wyrzutka rodzinnego, jako brata…
Syriusz rozzłościł się i jego
oczy łypnęły groźnie na niższego od niego Ślizgona. Severus doskonale zdawał
sobie sprawę z tego, że trafił w czuły punkt Blacka. Nadszedł wreszcie moment,
w którym obaj wyciągnęli różdżki. Syriusz okazał się być szybszy. Rozbroił
Severusa i schował jego różdżkę do kieszeni. Chwycił go za ramię i wyprowadził
z biblioteki.
-Peter, weź jego torbę i zamknij
drzwi.
Zeszli piętro niżej i weszli do
opuszczonej Sali, którą musieli otworzyć za pomocą zaklęcia Alohomora. Syriusz przywiązał Snape’a do krzesła i wszedł na
chwilę do kantorka, aby znaleźć w swojej torbie lusterko.
-James! – w lusterku pojawiła się
twarz Pottera. – Mam Smarka. Klasa na trzecim piętrze, w której znaleźliśmy w
zeszłym roku okulary McGonagall. Weź szampon i gumki do włosów.
Wszedł powrotem do klasy.
-Nie martw się, już wróciłem.
Snake zaklął głośno.
Glizdogon, który zajął się
przeszukiwaniem torby Severusa, powiedział zaskoczony.
-Ej… Spójrz Syriuszu, to chyba
jego pamiętnik!
Syriusz uśmiechnął się szeroko.
Najwyraźniej posiadanie w swoich rękach pamiętnika Severusa było jego wielkim
marzeniem.
-Pamiętnik? Naprawdę Smarkerusie?
– zawołał.
Wyrwał Peterowi zeszyt. Snake
poruszył się niespokojnie na krześle. Syriusz zaczął wertować dziennik.
-Notatki o eliksirach…
bleblebleble…- nagle powiedział zaskoczony – Łuuuu… Co ja u widzę?
Pokazał Severusowi niezbyt ładny
rysunek chudej dziewczyny z rudo-brązowymi włosami podpisany słowami „Lily
Snape”.
-Nie wierzę! – krzyknął zdumiony
– Chciałbym zobaczyć jej minę, jakby na to rzuciła okiem…
-Nie zobaczysz! – krzyknął, a
jego głośnie wyraźnie słychać było strach.
Syriusz schował zeszyt do swojej
torby i poklepał ją.
Do Sali wbiegł zdyszany James z
tubką szamponu w ręku.
-Pomyślałem, że warto też
pożyczyć szminkę od Dorcas – powiedział szczerząc się do Severusa, który
spojrzał na niego spode łba.
-Szuru-buru, chlastu-chlastu, nie
mam rączek jedenastu –zanucił James wyciągając ku niemu szampon.
-Może zawiążmy mu buzię, żeby nie
gderał i nie rzucał klątw pod nosem? - zaproponował Syriusz.
James wzruszył ramionami.
Założyli wokół szyi Severusa
wyczarowany obrus i za pomocą Aguametki zmoczyli mu włosy (i szatę).
Następnie James wylał mu na głowę
pół butelki szamponu, a że wszyscy trzej brzydzili się dotknąć jego włosów
szorowali je gąbką.
Drzwi od Sali otworzyły się.
-Zostawiliście mapę na biurku i
zobaczyłem, że jesteście z Severusem… What the hell?
Lupin dopiero teraz zauważył co
się dzieje i stanął mrugając, jakby miał nadzieję, że to mu się przewidziało.
Trzej jego koledzy stali nad przywiązanym do krzesła Severusem Snape’m, który
był czerwony ze złości, a na jego mokrych włosach było dużo piany.
-Co wy robicie? – zapytał
zdziwiony.
-Myjemy mu włosy – odparł wesoło
Peter.
Kolejne minuty Lupin krążył po
klasie przyglądając się tajemniczym przedmiotom i obrazom i starając się nie
patrzeć w kierunku kolegów, którzy nieźle bawili się i co jakiś czas
wypowiadali zdania, które wyrwane z kontekstu mogłyby by zabrzmieć dziwacznie .
W głowie Remusa toczyła się
walka. Dokuczać słabemu i nie lubianemu Ślizgonowi, w dodatku w czwórkę, było
trochę nie w porządku
Ale wiedział dobrze, że Severus
nie był bez winy. Znał się na czarnej magii i wciąż złorzeczył Syriuszowi i
Jamesowi, którego wyraźnie nie cierpiał. Z drugiej strony.
W pewnym moencie usłyszał słowa:
-Lupin… umiesz robić te śmieszne
kiteczki, które robią dziewczyny?
-Warkocze… –powiedział James.
Remus poruszył brwiami.
-Słyszałem jak taka jedna
dziewczyna opowiadała drugiej na śniadaniu…
-Do rzeczy! – przerwał mu
Syriusz.
-Zaklęcie brzmi braisissen – odparł szybko Remus, nieco
urażonym tonem.
-Ale on ma teraz… takie… lepsze
włosy – powiedział Peter patrząc na świeżo umyte i wysuszone włosy Snape’a. –
Powinieneś częściej je myć –poradził Severusowi.
Kiedy zostawiali Severusa
wyglądał naprawdę śmiesznie z malutkimi, brzydkimi warkoczami po bokach i
szminką na powiekach. Odwiązali mu buzię, aby mógł ewentualnie zawołać jakąś
pomoc, a on pożegnał ich stekiem przekleństw, jakby mogło mu to dać jakąś ulgę.
James więc wrócił i za pomocą przywołanego aparatu zrobił mu pamiątkowe
zdjęcie, na co w oczach Severusa pojawiły się łzy szczerej złości.
-Ale lala z tego Smarka –
skomentował Peter.
Dobry humor towarzyszył huncwotom
do końca dnia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz