sobota, 14 marca 2015

KLASA SZÓSTA: Rozdział 1: Kolejny smutek Syriusza

Na razie koniec z opowiadaniami o piętnastoletnich huncwotach. Zabieram się o szóstą klasę i myślę, że będzie ona znacznie ciekawsza! Są tam opisywani wszyscy bohaterowie, ale najbliższy memu sercu jest Syriusz, więc tą histrię zacznę z nim.





Syriusz był w swoim domu od tygodnia i miał tego miejsca już naprawdę dość. panowała tu dziwna atmosfera. Ten dom nie był ani trochę przytulny. Bardzo nie lubił tego miejsca. Ale musiał tu jeszcze wytrzymać. Miał dopiero szesnaście lat, więc był żałośnie zdany na swoich rodziców. Leżał na swoim drogim łóżku i wpatrywał się w pomieszczenie. Jego rzeczy były porozwalane po całej sypialni. Ciuchy i książki leżały na ziemi. Na ścianach wisiały jego mugolskie plakaty z motocyklami i dziewczynami w bikini, a także liczne gryfońskie ozdoby. Kiedy na nie patrzył czuł lekką satysfakcję. Rodzicom nie udało się ich zdjąć podczas jego nieobecności. Kiedy wrócił do domu dodał jeszcze ruchome zdjęcie przestawiające czwórkę roześmianych przyjaciół. Jego przyjaciół.
Połowa okna zasłonięta była obszernymi zasłonami z ciężkiego materiału, przez co w pomieszczeniu panował półmrok. Syriusz nie wiedział która jest godzina. Leżał tak, prawie się nie poruszając. Nie potrafił znaleźć sobie zajęcia. Próbował zabrać się za odrabianie lekcji, czytanie książek, granie na mugolskiej gitarze i porządkowanie rzeczy, ale wszystko go nudziło, po prostu nie był zdolny zająć się czymkolwiek. Sam nie wiedział czego by chciał, ale jedne było pewne - nie chciał być w tym domu. Jego domem był Hogwart. Tęsknił za jego zielonymi terenami, na których w słońcu przesiadywał z przyjaciółmi, za Wielką Salą, w której codziennie jedli wspaniałe rzeczy, za sporym dormitorium, w którym zdarzyło się tak wiele i za nocnymi przechadzkami pod peleryną niewidką.
Poderwał się gwałtownie i usiadł na łóżku. Musi wreszcie to skończyć. Musi coś zrobić, COKOLWIEK. Wziął swoją różdżkę, mugolskie pieniądze i zbiegł po schodach. Po drodze zahaczył o kuchnię, z której zwinął dwie babeczki, zignorował siedzących w salonie rodziców i wyszedł.
Bardzo lubił jazdę metrem. Siedział i patrzył się na butnych ludzi, całkowicie znudzonych codzienną monotonią życia. Nieraz spotykał naprawdę ciekawe postacie i słyszał fragmenty dziwnych rozmów. Teraz z zamyśleniem wpatrywał się za okno, choć nie było nic przez nie widać. Przyłożył do niej czoło. Nie zauważył, że obok niego ktoś się przysiadł.
-Widzę, że jesteś zmęczony chłopcze – usłyszał głos, tuż przy swoim uchu. Drgnął zaskoczony i spojrzał na starszą panią, która zajęła przy nim miejsce. Uśmiechała się życzliwie. – Dokąd jedziesz? – zagadnęła.
-Do centrum – powiedział po prostu, choć tak naprawdę, to nie miał żadnego celu podróży.
-Ach, pewnie do jakiejś dziewczyny, co?
-Nie, nie do dziewczyny. To nie mój świat – dodał zamyślony.
-Dziewczyny nie są twoim światem? – zapytała zaniepokojona. – Aaa… rozumiem – dodała po chwili. Jej ton zaniepokoił Łapę.
Syriusz przez chwilę bez słowa wpatrywał się w nią.
-Nie dziewczyny nie są moim światem, tylko ta miejscowość – wyjaśnił.
Siedzieli przez chwilę w milczeniu.
-A pani, dokąd jedzie? – zapytał.
-Do domu, nie chciałbyś może wpaść na herbatę? – zaproponowała uprzejmie.
Syriusz zdziwił się bardzo.
-Niestety, nie mam czasu – wykręcił się. – A czym się pani zajmuje? – zapytał zainteresowany. Zawsze ciekawił go nie magiczny świat.
-Do niedawna pracowałam jako bibliotekarka.
-I co taki bibliotekarki robią? – zapytał. –Czy ma to jakiś związek z biblią?
Kobieta nie zaśmiała się. Wręcz przeciwnie. Spoważniała i spojrzała na niego uważnie.
-Pracują wśród regałów książek i je wypożyczają – powiedziała powoli.
-Ach, już rozumiem. Znam jedną bibliotekarkę – powiedział.
-Jesteś dziwny, chłopcze. Jeszcze nigdy nie spotkałam nikogo, kto nie wiedziałby kim jest bibliotekarka.
-Tak? – zapytał ze średnim zainteresowaniem, na nowo skupiając uwagę na oknie. – A ma pani jakieś ciekawe książki? – zapytał.
-Sporo. Ponownie zapraszam cię do mnie. Mam w mieszkaniu wiele książek, które są mi kompletnie nie potrzebne.
-To miłe z pani strony - ,,Właściwie – pomyślał – To co mam do stracenia?” – Z chęcią skorzystam z zaproszenia.
Kiedy podążał za kobietą, wciąż nie dowierzał co właśnie robi. Naprawdę szedł do mieszkania obcej, starszej mugolki? Musiał być naprawdę zdesperowany.
W środku mieszkania znajdowało się mnóstwo książek. Zajmowały liczne półki w salonie, w pokoju obok i poustawiane były w dość sporym kantorku. Przez ponad godzinę gawędził z nieznajomą i przebierali razem książki. Syriusz znalazł dwie o motocyklach i jeszcze jedną o silnikach. Kobieta podarowała mu je mówiąc że z ulgą się ich pozbywa, bo nigdy nie interesowała się mechanizacją, a szkoda było jej je wyrzucić. Podarował mu również kilkuletnie słuchawki i odtwarzać na kasety z muzyką, którymym się zachwycił i pożegnała go z szerokim uśmiechem. Wracając do domu wciąż nie mógł zrozumieć dlaczego to zrobiła.
Przez kolejne trzy dni słuchał mugolskiej muzyki, na mugolskim odtwarzaczu i czytał mugolskie książki o motocyklach, zabijając czas. Z rodzicami i bratem prawie nie rozmawiał. Po trzech dniach odwiedziła ich ciocia z kuzynkami. Był zmuszony siedzieć z nimi całe popołudnie. Na szczęście przyszła też najstarsza Andromeda, mimo że była już dorosła. Po zjedzonym razem podwieczorku, Syriusz zaprosił ją do swojego pokoju.
-A właściwie, to po co tu przyszłaś? – zapytał, siadając na łóżku.
-Żenię się – powiedział krótko.
Syriusz wytrzeszczył na nią oczy.
-Jak to? Z kim?
Uśmiechnęła się do niego smutno.
-Wiesz, jesteś chyba jedyną osobą w rodzinie, która nie będzie miała nic przeciwko mojemu małżeństwu.
-Żenisz się z mugolem? – Syriusz wpatrywał się w nią, jakby zobaczył ją pierwszy raz w życiu. – Wow, zaimponowałaś mi.
-Nie z mugolem, tylko czarodziejem, ale mugolskiego pochodzenia.
-No to moja mamuśka będzie zachwycona. Chyba zostaniesz wykreślona z drzewa genealogicznego…
-Jakby mnie to obchodziło! – zawołała. – Tylko trochę boję się ich reakcji… Stwierdziłam, że wolę powiedzieć to raz, więc przyszłam tu, żeby powiedzieć to przed moją i twoją matką.
-Jak dla mnie to w ogóle nie powinnaś nic mówić.
-To moja matka! Chcę żyć z nią w zgodzie! Wiem, że się wkurzy, ale ma nadzieję, że w końcu się z tym faktem pogodzi. Musi się pogodzić.
Syriusz spojrzał na nią współczująco.
-Może nie będzie aż tak  źle…
Ale było źle. Jej ciotka i matka zareagowały gorzej, niż to sobie wyobrażała. Kiedy na jej policzkach pojawiły się łzy, Syriusz przyłączył się do rozmowy.
-JAKIE ZNACZENIE MA CZY JEJ MĄŻ JEST, CZY NIE MUGOLAKIEM? – wycedził przez zęby.
Wzburzona matka spojrzała na niego z nienawiścią.
-Jesteśmy szanowanym rodem czystej krwi i nie możemy pozwolić splamić go brudną krwią – powiedziała ozięble.
Ozięble. Tylko tak potrafiła się zwracać do Syriusza. Patrzyła na wszystkich z góry, nawet z pogardą. Jej spojrzenie, spod ciężko opadających powiek było nieprzyjemne. Chodziła w wytwornych czarodziejskich strojach, a długie, ciemne włosy czesała w wysoki kok na czubku głowy, z którego zwisało po bokach kilka luźnych kosmyków.
-Tak i nie pozwolę ci na to! Jesteś dziwadłem Andromedo, zwykłym dziwadłem i możesz być pewna, że jeśli urodzisz nieczyste dziecko, twoja noga nigdy więcej nie przejdzie przez próg mojego domu – powiedziała ciocia Elladora.
-Nie pozwolisz mi? NIE POZWOLISZ MI!? Ja się nie pytam, ja OZNAJMIAM.
Ciotka uderzyła dziewczynę w policzek.
Dla Syriusza tego było już za wiele. Wyciągnął różdżkę.
-Zapewniam cię, ciociu droga, że krew Teda Tonksa jest znacznie lepsza od twojej pożółkłej i zapleśniałej – powiedział rozjuszony, a z końca jego różdżki trysnęły iskry. Andromeda położyła mu dłoń na ramieniu.
-Syriuszu, nie! – wyszeptała. –Nie warto.
Syriusz opuścił różdżkę i pobiegł do drzwi, a w framugę nad jego głową uderzyło zaklęcie. Trzasnął drzwiami swojego pokoju (choć z dołu nie można było tego usłyszeć).
Po kilku minutach usłyszał pukanie do drzwi.
-Wejść – powiedział.
Andromeda uśmiechnęła się smutno.
-Nie wychylaj się. Pomyśl, że to już twoje ostatnie wakacje! Dasz sobie radę – powiedziała – Jakby co, to pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć.
Syriusz skinął głową i patrzył na drzwi jeszcze przez parę minut, po wyjściu kuzynki.
***
W nocy nie mógł spać. Przewalał się z boku na bok. W końcu założył na uszy słuchawki i do rana słuchał mugolskiej muzyki. Sam nie wiedział, czy mu się ona podoba.
Nie mógł znieść tego, że jest uwięziony w tym doku jak w więzieniu.
Następnego dnia nie zszedł na obiad. Po południu do jego pokoju wszedł Stworek.
-Wasza matka wzywa panicza, sir. Czeka w kuchni.
Syriusz rzucił a niego książką zaklęć, która znalazła się w zasięgu ręki. Nie trafił.
Powoli zszedł na dół zastanawiając się nad najgorszym możliwym scenariuszem.
 Jego matka siedziała w kuchni z papierosem w ręku.
Syriusz stanął przed nią, włożył dłonie do kieszeni mugolskich spodni i czekał.
-Jesteś moim pierworodnym synem, z czystego, potężnego rodu Blacków, twój pradziadek był szanowanym dyrektorem Hogwart, a ubierasz się JAK MUGOL.
-Lubię te ubrania – odparł spokojnie syn.
-Oczekuję od ciebie czegoś więcej niż…
-Niż?
-Niż dziecka który przyjaźni się ze szlamami i zdrajcami krwi, TO JEST ZŁA DROGA.
-Mamy różne zdania na temat tego co jest, a co nie jest złą drogą – odparł patrząc na nią groźnie.
-Czarny Pan jest potężny i zdobędzie władzę.
-I ziemią zawładnie piekło…
-To będzie dobra rewolucja – kontynuowała Walburga – Oczyści świat czarodziejki od mugoli., dla których nie ma miejsca w naszym świecie! Ale ty pewnie chętnie stanąłbyś za Dumbledorem, co? – fuknęła. Już dawno nie miała w sobie miłości do syna.
 -Zgadza się , to brzmi rozsądnie – powiedział starając się zapanować nad złością, która go ogarniała.
-Mój syn nie będzie tak mówił! Mój syn ma być dobrym przedstawicielem swoich rodziców.
-Twój syn – zaczął – stoi tu przed tobą – spojrzał jej z oczy – i mówi, że GARDZI czarną magią, że GARDZI przestarzałymi stereotypami, które tak lubisz, że GARDZI Czarnym Panem!
Matka wstała.
-Twoje plugawe usta nie mają prawa wypowiadać się o Czarnym Panie! Jesteś najbardziej bezwartościowym, niewdzięcznym, jakiego mogła mi życzyć zła wiedźma.
-Ty jesteś złą wiedźmą. I uwierz że nie jesteś dla mnie wymarzoną matką…
-WIĘC WYJDŹ STĄD. WYJDŹ I NIE CHĘ CIĘ TU NIGDY WIĘCEJ ZOBACZYĆ!
-WIĘC ZGODA – ryknął Syriusz.
-ODMIENIEC! – wrzasnęła pani Black. – KAŻDY W NASZEJ RODZINIE BYŁ ZAWSZE CHĘTNY DO DZIAŁANIA Z CZARNYM PANEM! DLACZEGO TAK TRUDNO CI ZROZUMIEĆ, ŻE TO JEDYNA DROGA?
-A JA NIE, po prostu NIE. MNIE SIĘ TO NIE PODOBA! Nie będę następny, który idzie złą drogą. Niech się dzieje, niech się dzieję co chce, ale ja nigdy nie stanę po stronie Voldemorta.
Kobieta wyciągnęła przed siebie różdżkę.
-Crucio – zasyczała.
Jego ciałem wstrząsnął okropny ból. Większy niż kiedykolwiek czuł. Większy niż można sobie wyobrazić. Większy niż da się znieść. Z jego ust wydarł się przerażający wrzask. Ból trwał niecałą minutę. Syriusz podniósł się z ziemi, cały obolały, dysząc ciężko. Spojrzał na matkę. Nie żałowała tego, co zrobiła, wręcz przeciwnie, patrzyła na niego z… triumfem?
Chłopak obdarzył ją nienawistnym spojrzeniem. Takiej nienawiści nie czuł jeszcze nigdy. Wyszedł z kuchni i na schodach spotkał brata. Musiał słyszeć jego wrzask. Minął go i ponownie udał się do swojej sypialni.
Nienawidził wszystkiego. Zaczął kopać we wszystko, co nawinęło mu się pod nogi. Chwycił nawet stary zegar i cisnął nim o ziemie, tak że jego części rozleciały się po całym pokoju.
W mniej niż dziesięć minut opróżnił szafę i większość rzeczy z półek i wcisnął je do kufra. Nie było szansy, żeby wszystko się zmieściło do środka. Uprzednio wyjął lusterko. Identyczne miał James. Położył je na wierzchu kufra, aby muc łatwo je później odnaleźć. Chwycił kufer i wyszedł z pokoju. Jego brat stał teraz w kuchni. Spojrzał na niego zdziwiony. Stworek zachichotał.
Opuścił ten dom z myślą, że nigdy więcej tu nie wróci. Czuł się koszmarnie. Dość długo maszerował, ciągnąc za sobą kufer. W końcu ukrył do w jakiejś starej piwnicy i przemienił się w wielkiego, czarnego psa. Teraz czuł się już znacznie lepiej. Przed nim rozciągał się obszerny, słabo zamieszkany teren. Zaczął biec przed siebie i nie mógł się zatrzymać.
Nie żałował. Nie podobało mu się to przeklęte życie Blacków. Nigdy nikt go nie pytał, czy chce żyć w takim świecie. Nie chciał żyć w wiecznym strachu. Poszukiwał drogi prowadzącej do szczęścia, a go nie mógł znaleźć w tym domu. Jakby miał cofnąć czas, zrobiłby tak samo.
 Emocje wypływały z niego wraz z wysiłkiem fizycznym. Kiedy wreszcie się zmęczył powrócił do swojego kufra. Wyciągnął magiczne lusterko i powiedział ‘’James Potter’’. Ku jego zdziwieniu niemal od razu zobaczył twarz przyjaciela. Nie spodziewał się, że ten będzie je miał przy sobie.
-Pokłóciłem się z matką. Mogę wpaść? – zapytał.
 James wydawał się nieco zszokowany.
-Jasne – powiedział ku mojej uldze, bez zbędnych pytań.
Machnąłem różdżką, a tuż przy mnie pojawił się Błędny Rycerz.
***
Stanąłem przed ich progiem, z kufrem z ręku i zadzwoniłem do drzwi. Po chwili otworzyły się, a w progu pojawiła się zmartwiona pani Potter w szlafroku. Już po chwili ponad jej ramieniem pojawił się James.
-Uciekłem z domu – powiedziałem tylko, a pani Potter wciągnęła mnie do środka i mocno przytuliła.
James poklepał mnie po ramieniu i krzyknął.

-Zajmuję lepsze łóżko! – po czym zaniósł jego kufer na górę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz