Wakacje w domu państwa Potter
były wspaniałe. Rodzice Jamesa pracowali w Ministerstwie Magii. Pan Charlus
wracał na późny obiad, a jego żona szła tylko na parę godzin, albo nie chodziła
wcale.
-Swoje już odpracowałam. Teraz tylko
nadzoruję pracę innych – wyjaśniła Syriuszowi.
Mieszkali w cudownym domu, pod
wioską częściowo zamieszkaną przez czarodziei, a częściowo przez mugoli. Ich
dom był prawie największy z nich wszystkich. Wnętrze zdobiły wartościowe
obrazy, dywany i pamiątki rodzinne. Mimo że wystrój był tak starodawny jak u
Blacków, to tutaj było znacznie bardziej przytulnie. Okien nie przysłaniały
ciężkie zasłony, więc do środka wpadały jasne promienie słońca, oświetlając
starannie wysprzątane wnętrze. Mieli osobny pokój z biblioteczką i taki z
fortepianem, na którym grała pani Dorea. Śmiało można powiedzieć, że ten dom
był stanowczo za duży dla dwójki rodziców i nastolatka.
Chłopacy wstawali późno i robili co chcieli. Często grali w quidditcha,
a że była ich tylko dwójka po prostu łapali znicza, ścigali się, albo jeden z
nich rzucał piłkę do bramki (którą było okno od pokoju Jamesa) a drugi jej
bronił.
Ponieważ gdzieś, za murami ich
domu działał Voldemort atakujący mugoli i czarodziei, zdobywający nowych
popleczników i planujący, właściwie nie wiadomo co, państwo Potter bardzo
stresowali się. James uważał, że mają jakiegoś bzika, bo nie pozwalali im nawet
wychodzić z domu, kiedy było już ciemno. Jednak mimo to, czasami wymykali się w
nocy pod peleryną niewidką i przechadzali się po mieście, strasząc mugoli. Raz
pan Charlus zabrał ich ze sobą na misję, którą było wyczyszczenie pamięci
mugoli będących świadkami użycia magii. Kolejny raz zaprowadził ich ze sobą do
Ministerstwa, gdzie zapoznał ich z paroma przyjaciółmi. Zanim wyszli z domu
kazał przyrzec im, że będą bardzo grzeczni i nic nie zmajstrują.
Pani Dorea była bardzo miłą, ale
czasami stanowczą kobietą. Była bardzo opiekuńcza w stosunku do swojego syna.
Zresztą oboje bardzo go kochali i rozpieszczali.
***
Pewnego ciepłego, lipcowego dnia
James leżał rozleniwiony na łóżku wpatrując się zamglonym wzrokiem w wieszak
przy drzwiach.
-Wiesz… tak mi wpadło do głowy…
Co ty na to, żeby odwiedził Lily? – zapytał.
-A gdzie ona mieszka? – zapytał
Syriusz.
-W takiej mugolskiej wiosce,
Campkorness, jakieś trzy godziny drogi stąd.
-Jasne, pójdźmy, ucieszy się –
Syriusz wyszczerzył zęby.
Przy kolacji, James zapytał ojca:
-Moglibyśmy jutro odwiedzić
Campkorness?
Pan Charlus zastanawiał się przez
chwilę, marszcząc czoło.
-To ta mugolska wioska, o którą
ostatnio pytałeś?
-Tak.
-A co tam jest takiego ciekawego?
-Dziewczyna – James wyszczerzył
zęby, na co pani Dorea przewróciła oczami.
-I naprawdę koniecznie musisz tam
jechać? – zapytała.
-Mhm…
-Wsadzę was jutro do Błędnego
Rycerza i poczekacie tam na mnie do osiemnastej, kiedy skończę pracę –
powiedział.
-Dobra, dzięki – powiedział
ucieszony James.
***
Całą drogę Błędnym Rycerzem,
James bez powodu wybuchał co chwilę śmiechem, nucił pod nosem piosenki i wciąż
opowiadał o możliwych reakcjach, które mogą ich spotkać.
-Myślisz, że ona może mieć
siostrę? – zapytał z nadzieją Syriusz.
-Meadows mi mówiła, że ma.
-Dorcas ci mówiła? – zdziwił się.
-Taaa… Kiedyś, kiedy Lily walnęła
mnie w twarz i siedziałem w pokoju wspólnym, powiedziała że zawsze zostaje mi
jej siostra, ale robiła przy tym dziwną minę, więc może coś z nią jest nie tak.
-Jest mugolką.
-Tak, rzeczywiście! Ale musi
zazdrościć Lily!
-Polepszy jej się trochę humor,
jak pozna mnie – powiedział Syriusz, uśmiechając się.
Kiedy pół godziny później James
od nowa zaczął naśladować zdziwioną matkę Lily, która oznajmia, że James jest
wspaniałym chłopakiem dla jej córki i że Lily powinna się z nim umówić, Syriusz
nie wytrzymał.
-Zamknij się wreszcie, albo zwalę
cię z krzesła! – powiedział. – Wciąż mówisz o Lily, Lily to, Lily tamto,
blablabla…
James spojrzał na niego oburzony.
-Ale Lily… - nie dokończył, bo w
tym momencie Syriusz pchnął go powodując, że James spadł z krzesła.
Wyszli z Błędnego Rycerza i szli
wzdłuż ulicy, przyglądając się z ciekawością małej, uroczej miejscowości,
zamieszkanej przez niczego nie świadomych mugoli. James znał ulicę, ale nie
wiedział, pod jakim numerem mieszka Evans, więc chodzili w tą i w tamtą
szukając domu, który mógłby do niej należeć. W końcu James podszedł do jakiejś
staruszki, która ich mijała, obrzucając ciekawym spojrzeniem.
-Wie pani gdzie mieszka Lily
Evans?
-Słucham? – zapytała.
-Pytałem, czy wie pani gdzie
mieszka Lily Evans.
-Ach, Evansowie. Tak, w tamtym
żółtym domu po lewej. Ładna z niej dziewczyna naprawdę, aż miło że tym razem
przychodzą do niej jacyś porządni chłopcy…
James zamrugał gwałtownie.
-A odwiedzili ją jacyś nie mili?
-Słyszałam, że tacy jedni ostatnio
się do niej dobierali, a ona zdenerwowała się i go uderzyła, no a on ją oddał,
ale tak tylko mówią.
James zaniknął mocno pięści,
rozglądając się wokół spod przymrużonych powiek jakby spodziewał się zobaczyć
napastników.
-Idziemy? – zapytał Syriusz.
Przeszli na drugą stronę i
zadzwonili do drzwi.
Po chwili otworzyła im szczupła
kobieta o jasnych włosach i miłym uśmiechu.
-Tak? – zapytała.
-Zastałem może Lily? – zapytał
James, uśmiechając się szeroko.
-Tak, tak – powiedziała
zaskoczony, spojrzała na nich dłużej, po czym obróciła się i krzyknęła przez
ramię – Lily, jacyś chłopcy do ciebie przyszli! Wejdźcie, wejdźcie – dodała,
zapraszając ich do środka.
Syriusz i James weszli do środka
i rozejrzeli się dookoła zafascynowani. Nigdy nie mieli zbyt bliskiego kontaktu
z mugolami.
Z salonu wyglądnęła dziewczyna.
Miała długie, niezbyt ładne włosy mysiego koloru, szare oczy , a ubrana była w
jeansy i szary sweterek.
Zmierzyła krótko chłopaków.
-Mogłabyś zaprowadzić ich do
pokoju Lily?
Petunia skrzywiła się nie
znacznie, po czym ruszyła schodami na górę. James śmiało ruszył za nią.
Kiedy znaleźli się na górze,
usłyszeli głośną muzykę, dobiegającą z jednego z pokoi. Syriusz był bardzo ciekawy
co będzie robiła Lily, zaskoczona tak nagle. Petunia najwyraźniej też o tym
pomyślała, bo powiedziała:
-Poczekajcie chwilę – po czym
zapukała krótko do drzwi i uchyliła je. – Masz gości – powiedziała, po czym
weszła do kolejnego pokoju po lewej.
James wszedł do pokoju i
uśmiechnął się jeszcze szerzej, widząc zszokowaną minę Lily, która leżała na
łóżku ze szkicownikiem w ręku.
-Cześć Lilka! – przywitał się
Syriusz.
-Witaj Skarbie – powiedział
James.
-Jak… wy … Co … - zająkała się.
-Wpadliśmy w odwiedziny, bo
byliśmy…
-Bo James strasznie jęczał, że
chce cię zobaczyć i przez sen wciąż wymawiał twoje imię.
-Lepiej uważaj, bo zaraz powiem
jej, czyje imię ty wymawiałeś przez sen – zagroził James.
-Ja nie gadam przez sen.
-Nikt ci nie uwierzy.
Lily odchrząknęła.
-To ja może zostawię was samych –
powiedział Syriusz posyłając im znaczące spojrzenie i wyszedł z pokoju.
Lily przez chwilę patrzyła za nim
z lekką obawą, jakby zastanawiała się gdzie poszedł.
-Słyszałem, że jacyś chłopacy cię
napadli – powiedział poważnie James, na co Lily zaczerwieniła się lekko.
-Skąd ty bierzesz te wszystkie
informacje o mnie? – powiedziała wyraźnie zirytowana.
-Ale to nie byli śmierciożercy,
prawda?- zapytał, ignorując jej poprzednią wypowiedź
-Nie, zwykli mugole. A czemu sławny
pan Potter tak się tym przejmuje? – zapytała chłodno.
-Nie zniósłbym gdyby coś ci się
stało – powiedział uśmiechając się.
-Taaa… każdej dziewczynie tak
mówisz? – zapytała.
-Nie, wiesz że zależy mi tylko na
tobie – powiedział bardzo pewnie siebie.
Lily westchnęła.
-Po co tu przyszliście? –
powtórzyła, tym razem lekki uśmieszek pojawił się na jej twarzy.
-Odwiedzić cię. Nie widziałem cię
cały miesiąc!
-Straaaszne, caaały miesiąc.
-Te wieki były cierpieniem dla
mojej duszy.
-Nie było ci lepiej kiedy wysyłałeś
do mnie listy? – zapytała. – CODZIENNIE – dodała.
-Byłoby mi lepiej, gdybyś
odpisała – powiedział nieco urażony.
***
Tymczasem państwo Evans stali w
kuchni.
-Kto to jest – zapytał pan Peter.
-Jakiś dwóch chłopaków. Wysocy,
przystojni i pewni siebie.
-Myślisz, że są z jej szkoły?
-Możliwe, a jeśli tak, to przyszli
tu sami? – zapytała pani Mary.
Stali chwil wpatrując się w
siebie.
-Może by tam do nich iść…
-Pójść i co zrobić?
-Nie wiem, wymyśl coś, no bo co
oni tam robią…
-A Petunia siedzi z nimi?
-Wątpię…
-Idź tam z herbatą – powiedziała
pani Mary i wyjęła filiżanki i ciasteczka.
-Ja?
-Tak, ja wymyśliłam, to ty
idziesz.
-Jak dziecko… - mamrotał pan
Evans idąc na górę.
Stanął przed drzwiami, starając
się usłyszeć, co dzieje się w środku.
-Te wieki były cierpieniem dla
mojej duszy.
-Nie było ci lepiej kiedy
wysyłałeś do mnie listy? – zapytała. – CODZIENNIE – dodała.
-Byłoby mi lepiej, gdybyś
odpisała – powiedział nieco urażony.
Umilkli na chwilę.
-Wydawało mi się, że deski na
korytarzu zatrzeszczały…
Zanim pan Peter zdążył cokolwiek
zrobić, drzwi od pokoju jego córki otworzyły się i pojawił się w nich dość
wysoki, czarnowłosy brunet w okularach. Widząc pana Evans wyciągnął przed
siebie rękę.
-Jestem James Potter –
powiedział.
Pan Evans spojrzał na jego rękę i
za swoje, trzymające tackę z herbatą, a James opuścił rękę.
-A ja Peter Evans, jak już pewnie
się domyśliłeś ojciec Lily.
-Tato? – zapytała Lily,
wychylając się. – Co robisz?
-Matka kazała mi przynieść
herbatę - powiedział krótko, wszedł do pokoju, zostawił ją na biurku i wyszedł.
Lily przewróciła oczami.
-Chyba chciał sprawdzić co robimy
– powiedział James.
-To pomysł mamy – stwierdziła
Lily.
-Wiesz co, jesteś dla mnie
zaskakująco miła – stwierdził ucieszony James.
-Bo na razie nie dałeś mi powodu
do tego, żebym była nie miła, ale skoro tak bardzo ci tego brakuje, to mogę
zacząć krzyczeć…
-Nie, tak jest dobrze –
powiedział James, wlepiając w nią oczy z błogim uśmiechem.
-A ja jestem bardzo ciekawa co
robi Syriusz.
-Chyba postanowił wyrwać twoją
siostrę – powiedział James, uśmiechając się znacząco.
Lily zaśmiała się.
-Życzę mu powodzenia.
-A co, coś z nią nie tak? –
zapytał James.
-Nie, no coś ty. Jest… w
porządku... tylko że… A zresztą nie ważne – powiedziała.
James wyszedł po cichu z pokoju, a
Lily podążała tuż za nim. James otworzył drzwi, na których była przywieszona
tabliczka z napisem ,,Pukanie do drzwi jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziło” i
razem z Lily zajrzeli do środka. Na krześle siedziała spięta Petunia, a Syriusz
leżał bokiem, party na ręce na jej łóżku z nieco niewyraźną miną.
-O, zakochane wróbelki przyszły –
oznajmił. Sprawiał wrażenie, jakby ucieszyło go ich przybycie.
-Twoja siostra obiecała mi twoje
zdjęcia z dzieciństwa – zwrócił się do Lily z huncwockim uśmieszkiem.
-Nie sądzę - odpowiedziała Lily,
krzywiąc się lekko.
-No… jeszcze nie zdążyłem się
zapytać, ale sądzę że się zgodzi – obrócił się do Petuni. – Nasz zakochany
James bardzo by się ucieszył mogąc mieć ich więcej.
-Więcej? – zapytała Lily. James
wysłał Syriuszowi ostrzegające spojrzenie. – A skąd ty do diaska wziąłeś moje
zdjęcia?!
-Nie martw się, wyglądasz na nich
uroczo – powiedział Syriusz, a Lily odpowiedziała mu morderczym spojrzeniem.
***
Siedziałam na krześle, w swoim
pokoju i przysłuchiwałam się ich dziwnej rozmowie. Lily miała wielbiciela?
Wielbiciela, który wyśledził gdzie mieszka i miał jej zdjęcia z dzieciństwa? I
przyprowadził ze sobą przyjaciela… Syriusz był naprawdę przystojny, ale patrzył
na nią z wyższością i Petunie bardzo przygnębiało, że pewnie ma ją po prostu za
jakąś zwykłą, nieładną mugolkę. Za tą brzydszą siostrę.
Chciała pokazać, że wcale nie
jest taka drętwa, jaka wydaje się być, a tymczasem nie była w stanie nawet
normalnie się uśmiechnąć.
-To co robimy? – zapytał Syriusz,
podnosząc się.
***
-Możemy zagrać w jakąś planszówkę
– zaproponowała Lily. – Albo przejść się po okolicy… Niewinem co można tu
jeszcze robić.
-Ok., gramy. Ja jestem w drużynie
z Lily! – zawołał od razu James.
Syriusz zwrócił się do Petunii z
rozbrajającym uśmiechem.
-Nie jestem zbyt dobrym
zawodnikiem, bo nie znam żadnej mugolskiej gry planszowej, ale wieże że dzięki
tobie uda nam się ich pokonać.
-Ja… nie gram – oświadczyła
Petunia.
Lily spojrzała na nią
nieprzeniknionym wzrokiem.
-Jeśli nie chcesz, to nie. Twoja
sprawa.
Syriusz i James patrzyli na
przemian to na jedną, to na drugą z nich. Siostry z pewnością na sobą nie
przepadały. A przecież w hogwarcie wszyscy lubili tą pełną życia, mądrą Lily.
Poszli do pokoju Lily i kiedy ta
wyjaśniła im wszystkie zasady gry w monopola (James był bardzo zawiedziony, że
nie będzie mógł być w grupie z Lily) do pokoju weszła matka Lily i bardzo
ucieszyła się widząc, że grają w planszówkę. Postanowiła się do nich przyłączyć.
Syriusz miał niezły ubaw, jako że Margaret wczuwała się najbardziej z nich
wszystkich i wyśmiewała głośno osobę, która musiała za coś zapłacić. James
prawie cały czas patrzył się na Lily. Po kilkunastu minutach, do okna zapukała
mała sowa.
Lily zdziwiła się, widząc ją, ale
James oznajmił, że to chyba do niego i rozwiązał liścik. Było na nim napisane:
Zostańcie w domu dziewczyny dopóki po was nie przyjdę, nie wychodźcie
na zewnątrz. Napisz mi dokładny adres.
Charlus
-Rodzice dostają świra na punkcie
bezpieczeństwa, od kiedy zaczęło się to całe zamieszanie - wyjaśnił James.
Kilka minut przed osiemnastą do
drzwi zadzwonił Charlus Potter. Lily zdziwiła się, widząc że jest starszy od
jej rodziców, o jakieś dwadzieścia lat.
-Charlus Potter – przedstawił
się, uśmiechając się bardzo podobnie do Jamesa. – Przyszedłem po chłopaków.
Miło mi poznać – powiedział uśmiechając się serdecznie do Lily. – Musimy się
już zmywać chłopaki, bo mam jeszcze do załatwienia drobną sprawę.
-Cześć Lilka – pożegnał się
Syriusz.
-Do zobaczenia – powiedział James
i mrugnął do niej.
***
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz