Lily, Mary, Armanda
i Dorcas siedziały w przedziale. Mary
zajęta byłą czytaniem czasopisma, Armanda spała, zajmując cztery miejsca, a
Lily i Dorcas grały w szachy czarodziejskie. Lily dziwiła się, że Dorcas siedzi
sobie tu z nimi, jako że miała zwyczaj chodzić po innych przedziałach i gadać
ze wszystkimi znajomymi. Wydawała się jakby lekko przygaszona, ale Lily nie
zapytała jej co się stało, gdyż przyjaciółka, podobnie jak rudowłosa nie lubiła
się zwierzać. Jej problemy były jej problemami i już. Nikt nie miał do nich
dostępu. Lily zaczęła zastanawiać się nad tym. Nie rozumiała, dlaczego
towarzyska, wesołą i pewna siebie Dorcas nie mówiła o swoich uczuciach. Było to
trochę dziwne, ale co poradzić. Takich osób jak Meadowes nigdy się w pełni nie
zrozumie i trzeba się z tym pogodzić.
-Cześć dziewczyny – usłyszały nagle.
Do przedziału weszła czwórka huncwotów. Na
czele uśmiechnięty James i Syriusz, za nimi rozbawiony Remus, a na końcu Peter,
który nie patrzył się na dziewczyny, tylko na przyjaciół, sam nigdy nie
wiedział co powiedzieć, więc po prostu stał przy przyjaciołach i przysłuchiwał
się im.
-Nazywam się James Potter – przedstawił się
najbardziej rozczochrany z całej czwórki. – Jestem nowym uczniem i chciałbym
się z wami zaprzyjaźnić.
Syriusz parsknął, za co dostał mocną sójkę w
bok.
-A ja jestem Syberiusz White – przedstawił
się, kłaniając się krótko, a Mary zachichotała wbrew sobie.
-A mnie już znacie – powiedział Lupin z
uśmieszkiem błąkającym się na twarzy.
-A ja to Dorcas, tam chrapie Armanda, tu jest
Mary, a tu Lily – powiedziała patrząc na nich z lekką pogardą – Ale osobiście
nie rozumiem czemu ma służyć cały ten cyrk.
-Lily? – zapytał James, wytrzeszczając oczy.
– Cóż to za piękna dziewczyna!
Lily przewróciła oczami.
-Mam cię już dosyć – powiedziała z
westchnięciem.
-Są tu dopiero od pół minuty! –powiedziała
Armanda.
-Dziwne, co nie?
James usiadł obok niej i zawiązał z nią
kontakt wzrokowy. Jego oczy zdawały się mówić ,,Zapomniałaś już o wakacjach?”.
Lily nie zapomniała. Wtedy wydawał się mniej zarozumiały niż zazwyczaj, a nawet
trochę milszy. Ale kiedy zobaczyła go dzisiaj w pociągu, uśmiechającego się
zarozumiale, znów poczuła do niego niechęć. Patrzyła na niego chłodno.
-I co ja mam robić jak ty nie dajesz mi
szansy? Chciałem zacząć wszystko od nowa – powiedział z rezygnacją, odwracając
od niej wzrok.
Lupin usiadł obok Mary i zaczęli ze sobą
rozmowę.
-Ona się ślini! – powiedział ze zdziwieniem
Syriusz, wskazując na śpiącą dziewczynę.
-I co w tym dziwnego, ty też się ślinisz –
powiedział Peter.
-Ale ona jest dziewczyną!
W tym momencie Armanda zabełkotała coś przez
sen, na co cała siódemka wybuchła śmiechem.
-No widzisz? – powiedziała Lily z pretensją,
zwracając się do Jamesa. – Przychodzisz tu i śmiejesz się z mojej przyjaciółki!
– powiedziała, choć ona też się śmiała i doskonale zdawała sobie sprawę z tego,
że James o tym wie.
James objął ją ramieniem.
-I jak ci minęły wakacje, Słońce? – zwrócił
się do niej jak gdyby nigdy nic.
-Całkiem dobrze. Nie to co tobie, prawda?
Słyszałam że napadli was Śmierciożercy – w wypowiedziane słowa włożyła
stanowczo zbyt dużo jadu.
Jamesowi zżęła mina i przestał ją obejmować.
Lily zarumieniła się. Poczuła się wstrętnie. Jak mogła coś takiego powiedzieć?
Syriusz spojrzał na nią z pogardą, ale James nie zauważył tego. Wpatrywał się w
swoje kolana, marszcząc brwi. Lily była bardzo ciekawa, o czym myślał.
-Ano – powiedział w końcu. Nie był na nią
zły, ale mina mu jakby… zmizerniała? Lily poczuła do siebie jeszcze większą
nienawiść, ale nie była w stanie powiedzieć nic więcej.
-I jak się czuje twój tata? – zapytała ze
współczuciem Dorcas (Dorcas i współczucie? Co się dzieje z tymi ludzmi?).
-Dobrze. Żyje. Jest przytomny – powiedział
James i znów szeroko się uśmiechnął.
-Jak to się stało, że wam nie zrobili
krzywdy? – spytała ze zdziwieniem Dorcas.
Lily była pewna, że James opowie jakąś
niezwykłą historię ukazującą go jako bohatera, który ocalił pół świata. Jednak
ponownie ją dzisiaj zaskoczył.
-Jeden sam się załatwił, a drugiego strzelił
Syriusz.
Dla rozładowania napięcia, Black w podniósł
ręce i zaczął naprężać bicepsy, patrząc na nich zuchwale.
Po chwili Lily zapatrzyła się w okno.
-Hej, Lily? – powiedział James.
-Hm? – zapytała Lily, wyrwana z zamyślenia.
-Umówisz się ze mną? – zapytał i wyszczerzył
się.
No tak, a czego się spodziewałaś?
-Oczywiście, że nie – powiedziała.
-Wiesz, jeszcze trochę i może zaczniesz
tolerować moją obecność w przedziale. To duży postęp. – powiedział James.
Tego było już za wiele.
-Nie wydaje mi się, żeby nastąpił jakiś
„postęp”! – krzyknęła i wyszła z przedziału.
Dlaczego on tak na nią działał? Cokolwiek nie
powiedział, działał jej na nerwy. Ta jego wkurzająca twarz działała na nią jak
płachta na byka. Dziewczyny mówiły jej, że tego nie rozumieją. Uważały, że
Potter jest śmieszny i wesoły. Nie przeszkadzało im, że rzuca na zaklęcia na
wszystkich, którzy mu podpadli, ani to, że jest strasznie zarozumiały. Ale Lily
to przeszkadzało. Nawet bardzo. Jak można być tak dziecinnym i lekkomyślnym?
***
James zmarszczył czoło.
-O co jej znowu chodzi? – zapytał
naburmuszony.
-Och, strasznie ją irytujesz – powiedziała
szczerze Mary.
James spojrzał na nią z miną męczennika.
-Ale dlaczego? Co ja takiego robię?
Mary spojrzała na niego ze współczuciem.
-Jestem pewna, że niedługo zmieni co do
ciebie zdanie – powiedziała pokrzepująco Dorcas.
James wybełkotał coś do swoich kolan, co
zabrzmiało jak „Mam nadzieję”. Tym razem Syriusz przewrócił oczami.
-Ogarnij się człowieku. Lily to, Lily tamto.
Bo zacznę robić się zazdrosny! – powiedział Łapa.
-Oj, Łapko kochany, przecież wiesz że dla
mnie będziesz zawsze najważniejszy – powiedział z uśmiechem James.
-Ja mam nadzieję, bo poczułem się zdradzony.
Ale już czuję się trochę lepiej.
Dorcas spojrzała na Mary z śmieszną miną i
wybuchły śmiechem.
Armanda przebudziła się i podniosła
gwałtownie głowę. Zdziwiona wlepiła spojrzenie z obecnych w przedziale
przyjaciół.
-Dlaczego mnie nie obudziłyście? – zapytała z
wyrzutem dziewczyn. – Pewnie wszyscy się na mnie lampiliście…
-Nie martw się. Lubię mopsy – powiedział
Syriusz i zaśmiał się, a jego śmiech zabrzmiał bardzo podobnie do szczeknięcia
psa.
Armanda dopiero po chwili zrozumiała aluzję,
wytarła rękawem buzię i spojrzała na Blacka morderczym wzrokiem.
***
Na ucztę powitalną huncwoci przybyli tak
głodni, że nie chciało im się szykować żadnego powitalnego kawału. Kiedy weszła
gromadka przerażonych pierwszoroczniaków Armanda bardzo się zdziwiła.
-Jeju, jacy oni malutcy! – powiedziała – I
oni będą tu mieszkać?!
Mary wbiła jej łokieć w żebra, żeby ta
umilkła. James zajął miejsce między Lily, a Syriuszem. Podczas ceremonii
przydziału wciąż burczało mu w brzuchu i Evans patrzyła na niego karcąco, jakby
mógł coś na to poradzić.
Lily patrzyła z wielkim zdumieniem na Jamesa,
który pochłonął już strasznie dużą ilość jedzenia i nakładał na talerz kolejną
porcję.
-No… co? – zapytał z pełną buzią,
dostrzegając jej spojrzenie.
-Jak można tyle jeść i być takim chudym? –
zapytała.
James wzruszył ramionami i do niej mrugnął,
po czym zabrał się za kolejne udko.
Kiedy wszyscy już zjedli tyle ile mogli,
półmiski z jedzeniem rozpłynęły się w powietrzu i Dumbledore powstał.
-Myślę, że możemy już zakończyć ucztę. Pa pa!
– zawołał radośnie i usiadł.
Lily wstała od stołu i ruszyła w kierunku
przeciwnym do wyjścia, a za nią Remus.
-Pierwszoroczniacy! Pierwszoroczniacy za mną!
– krzyczeli.
***
Obudziłam się kilka minut po szóstej i
wzięłam krótki prysznic. Ubrałam szatę i wyszłam po cichu z dormitorium, do
pokoju wspólnego. Nie było tu jeszcze nikogo. Usiadłam w fotelu przy kominku, w
którym nie palił się teraz ogień, ze względu na ładną pogodę za oknem. Wyjęłam
z kieszeni pióro i mugolskie zeszyt, który położyłam na swoich zgiętych nogach.
Zgarnęłam włosy za ucho i wzięłam się za pisanie kolejnego opowiadania. Lubiłam
to robić. Pogrążać się w innym świecie, wczuwać się w postać stworzonej przeze
mnie postaci i spisywać jej niezwykłą historię na kartce.
O siódmej, kiedy pierwsze osoby zaczęły
wynurzać się z dormitoriów, poszłam na chwilę do dormitorium, żeby upewnić się
że moje koleżanki już nie śpią. Ponieważ był to pierwszy dzień, wszystkie
wstały dość ochoczo i były dużo mniej zaspane niż zazwyczaj.
O wpół do siódmej zeszłyśmy na śniadanie, po
drodze musiałam zatrzymać się na chwilę w pokoju wspólnym, żeby pokazać jakimś
pierwszoklasistą jak mają zawiązać krawaty, który mieli zawiązany wokół szyi na
podwójny supeł.
Chwilę później przysiedli się do nas
huncwoci. Przeszli przez salę, z Syriuszem i Jamesem na przedzie, którzy zachowywali
się, jakby właśnie wygrali mecz. Szli z szerokimi uśmiechami na twarzach,
przybijając piątki niektórym z siedzących już przy stole kolegą. Rozejrzałam
się po sali, poszukując jakiś poszkodowanych, ale nie zobaczyłam nic
nadzwyczajnego. Jedynie profesor McGonagall patrzyła w ich stronę zza stołu
nauczycielskiego z mocno zaciśniętymi ustami, wyraźnie zaniepokojona.
-Cześć Lilka! – przywitał się okularnik, ale
zignorowałam go. – Jak się dzisiaj spało?
Usiadł tuż przymnie i nachylił się do mojego
ucha, aby szepnąć:
-Nie jedz mleka.
Lily posłała mu przerażone spojrzenie, po
czym spojrzała na niczego nieświadomych uczniów, napychających się płatkami z
mlekiem. Wyrwała wazę z białym płynem, z rąk jakiegoś drugoklasisty i usunęła
jego zawartość.
Nagle twarze niektórych uczniów zaczęły
wydłużać się i pojawiły się na nich duże, zielone bąble.
Huncwoci zaśmiewali się w niebogłosy, w
czasie kiedy wokół wybuchło wielkie zamieszanie. Lily nabrała głęboko powietrze
i wstała.
-Potter, Black, macie przerąbane! – wrzasnęła.
– Szlaban!
Wyszła z wielkiej Sali szybkim krokiem.
-Jest cudowna, kiedy się tak wkurza –
powiedział James wpatrując się zamglonym wzrokiem w odchodzącą Lily.
Syriusz wzruszył ramionami.
-Może za nią pójdziesz? – zaproponował
patrząc z krzywym uśmieszkiem na przyjaciela.
-To jest myśl, to jest myśl – powiedział
James, po czym poderwał się z miejsca i pobiegł do drzwi.
***
-Lily! LILY! – darł się biegnąc za nią
korytarzem.
Zatrzymała się z rozeźloną miną.
-Czego? – zapytała nieprzyjemnie.
-Zapomniałaś wziąć swojego planu lekcji –
powiedział szybko.
Lily spojrzała na jego puste ręce.
-Acha – powiedziała i odwróciła się żeby
odejść.
-Mam ważne pytanie – powiedział nagle
poważnie James.
Lily ponownie się do niego obróciła i
podniosła do góry brew.
-Naprawdę? – zapytała wątpliwie.
-Tak, ale muszę prosić cię o szczerą
odpowiedź.
-Och, daj spokój! – krzyknęła. – Nie, nie
umówię się z tobą.
-Nie o to mi chodziło, aczkolwiek miło mi że
kiedy do ciebie podchodzę, to myślisz od razu o randce ze mną – odpowiedział
uśmiechając się szeroko.
Lily wydała z siebie ryk bezsilności i
ruszyła dalej korytarzem. James dogonił ją.
-Poczekaj
– powiedział i zatrzymał ją. Włożył rękę do kieszeni i znalazł małą karteczkę.
– Chciałem cię tylko zapytać… Będziesz chodzić na wróżbiarstwo? Bo nie wiem co
mam wybrać…
Evans
spojrzała na niego jak na karalucha i odeszła mamrocząc coś pod nosem.
-A
zielarstwo? – zawołał za nią Potter.
***
Pierwszą lekcją Lily w tym roku
szkolnym były eliksiry z profesorem Slughornem.
Weszła uśmiechnięta do klasy.
-Dzień dobry, profesorze
Slughorn!
-Witam, panno Evans – uśmiechnął
się do niej.
-Uwarzył pan w czasie wakacji ten
eliksir wielojęzykowy?
-Co? Och, mówiłem ci! Tak, udało
mi się – wyglądał na dumnego z siebie – Potrafiłem mówić po łacinie, tyle że
jedynie przez kilka dni, dałem go nawet kotu, a ten zaczął szczekać! – dodał
zciszonym głosem.
Lily uśmiechnęła się do niego,
ale nie zdążyła nic odpowiedzieć, bo w tym momencie zabrzmiał dzwonek i
profesor zajął się lekcją.
Lily zajęła miejsce w drugiej
ławce i czekała na którąś z dziewczyn, która usiądzie obok niej. Wyjęła na
ławkę swój podręcznik i zamyśliła się, nie zauważając że Potter zajął miejsce
obok niej.
-Taka jedna chwila w życiu się zdarza, w której skupiasz się na waaażnej
rzeczy – zanucił James, jakby nie zauważając osoby Lily. Wpatrzył się
gdzieś niewidzącym wzrokiem, mruczał pod nosem słowa piosenki, którą bardzo
lubiła jego matka i na moment zapomniał, że trwa lekcja. Kiedy to sobie
uświadomił, z lekkim zdziwieniem zauważył, że profesor Slughorn już dyktuje im
polecenia.
-Potter, co ty tu robisz?! –
zapytała donośnym szeptem Lily, wpatrując się w niego ze złością.
-Ćśśśśśś… - upomniał ją James,
wskazując kciukiem w stronę nauczyciela.
-Jesteś niemożliwy – westchnęła i
ustawiła swój kociołek na palniku, po czym za pomocą zaklęcia umieściła w nim
wodę –I co się tak lampisz? – zapytała, nawet nie spojrzawszy w stronę Jamesa.
-Bo jesteś ładna – powiedział
pewnie.
-A ty nudny.
-Nie wydaje mi się – powiedział
śmiejąc się lekko.
-Ćśśśśś…
James ponownie zaśmiał się i
zajął własnym eliksirem. Kiedy godzinę później profesor przechadzał się po
klasie, spojrzał znacząco w stronę Jamesa i Lily, na co jej policzki zapłonęły.
-To wy już ze sobą tak
oficjalnie? – zapytała od niechcenia chwilę później.
-Nie – powiedziała Lily w tym
samym momencie, w którym James powiedział ,,Tak”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz